
Tyle opowieści o tożsamości! Słowo to nie pojawia się ani w greckim eposie, ani w tragedii. W czasach Antygony tożsamość była zakorzeniona w pochodzeniu i przynależności do miasta-państwa. Tożsamość była przesiąknięta zakorzenieniem. Rodzina i miasto-państwo gromadziły pod wirtualnym sztandarem wszystko, co druga osoba musiała o nich wiedzieć przy pierwszym spotkaniu. W starożytności nikt nie ogłaszał ani nie ogłaszał swojej tożsamości i nikt nie decydował samodzielnie. Nie chodziło o założenie kostiumu. Ludzie byli definiowani przez swoją tożsamość. Tożsamość była pokrewna odpowiedzialności; trzeba było być jej godnym. Decydowała o byciu i stawaniu się. Era nowożytna uczyniła z niej pole bitwy, przekształcając tożsamość w posiadanie, rodzaj nabycia, które można albo nabyć, albo odrzucić. W swojej współczesnej fantazji o wierze, że można wybrać wszystko w każdej chwili, era nowożytna nieubłaganie zastępowała bycie posiadaniem. Jednak ta logika, ta ideologia, ma swoje granice: niektórych rzeczy nie można nabyć, w tym inności. Żyć swoją tożsamością, być tym, kim się jest, mieszkać we własnym imieniu , pozwolić na intymność, a zatem na poznanie i pogłębienie swojego bytu – to są podstawowe warunki spotkania z drugim człowiekiem. Pierwsza różnica między Kreonem a Antygoną leży właśnie w tym, na gruncie, na którym zbudowana jest walka. Antygona zachowuje w sobie ten dar od starożytnych, od bogów, to zakorzenienie, które definiuje autorytet, na którym opiera się, by przeciwstawić się temu człowiekowi, swojemu krewnemu, królowi, który obejmuje wolę władzy i czuje się przez nią zaślepiony, dopóki nie słyszy niczego poza własnym głosem, swoim echem.
Współczesny świat domaga się samobójczej śmierci; czyni z niej warunek; nową formę poświęcenia, nowy holokaust. Pozbądź się siebie, wszystko jest dozwolone. Jaźń jest wrogiem. Przewrót wartości, ich czysta i prosta inwersja, zmusza nas do chwili zastanowienia się nad jego konsekwencjami. Propozycja wydaje się prosta: cierp raz na zawsze, niszcząc to, co natura z ciebie uczyniła, i żyj pełnią życia. Religijne uczucie natychmiast rozpoznaje język diabła, głos uwodzenia, reklamy. Natura stworzyła cię mężczyzną, obudź w sobie kobietę! Natura uczyniła cię brzydkim, operacja cię odmieni i uczyni obiektem pożądania! Natura nie dała ci pamięci, o jakiej marzyłeś, aplikacja w twoim telefonie będzie za tobą podążać wszędzie, by dać ci blask, na jaki zasługujesz! Wszystko będzie ci dane, co więcej, ponieważ jesteś tego wart. Kto jeszcze słyszy echo, szmer po haśle: „Bo jesteś tego wart!”? Trzeba słuchać uważnie, a wtedy wyraźnie usłyszycie: „Będziecie jak bogowie!”. Pod fałszywym pretekstem oferowania wolności bez samokrytyki i bez nieodłącznych trudności, współczesny świat sprzedaje chmurę dymu i zasłonę dymną. Poczucie władzy epoki będzie odtwarzane z każdą sprzedażą, każdą transakcją i będzie rozkoszować się tym olejem z węża sprzedawanym po wygórowanych cenach, wywołując uzależnienie tak silne, że będzie puchnąć z dumy, oddalając człowieka od siebie każdego dnia coraz bardziej. Formuła Georges’a Bernanosa: „Człowiek nie rozumie nic ze współczesnej cywilizacji, jeśli najpierw nie przyzna, że jest to powszechny spisek przeciwko wszelkim formom życia wewnętrznego” ujawnia przywiązanie współczesnego świata do pomijania istoty ludzkiej w sobie; lepiej wypchnąć człowieka poza siebie; jedyna wartościowa postawa leży poza murami; Daleko od siebie i swojej kondycji: bo nie da się już żyć w tej walce w zgodzie z własną naturą, ta walka straciła sens, jest przestarzała, pozbawiona sensu, ponadczasowa, tak nieaktualna, gdy wszystko jest możliwe, wszystko pozostaje możliwe, wszystko w zasięgu ręki. To pierwsze wspomnienie, tak szybko wymazane, tak szybko etykietowane jako nieaktualne, archaiczne, wręcz starożytne – i to wiele mówi o hańbie, której jesteśmy świadkami – to pierwsze wspomnienie zostaje zmiecione, oplute, by ukazać hańbę, która je charakteryzuje; ten wstyd, to przywiązanie, to więzienie, to przykucie do samego siebie, gdy można być wszystkim! Gdy można być wszystkim.
Tragedia Antygony przepowiada naszą epokę nowożytną, potępiając walkę między indywidualizmem a indywidualizacją. Czy Sofokles przeczuwał, że ludzkość oderwie się od własnej natury? Jeśli nadal czujemy więź z Antygoną, jeśli wciąż rezonuje, grzmi u naszych drzwi, to dlatego, że wyraża pilną potrzebę: ochronę wolności. A wolność człowieka nie może być wyłącznie indywidualna; jest również zbiorowa, ponieważ ludzkość jest istotą polityczną, jak powiedział Arystoteles. Ludzie cierpią z powodu stępienia się ich wizji między tym, co bliskie, a tym, co dalekie. Przestrzeń między tymi dwoma celami jest taka sama, jak między wezwaniem a odpowiedzią. Równowaga pozostaje najbardziej niebezpiecznym wyzwaniem dla ludzkości. Zapominanie o przeszłości, mordowanie pamięci, zawsze oznacza zapominanie o naszej relacji z samym sobą. Wielu określa to zapominanie o przeszłości mianem pragmatyzmu i w ten sposób odrzuca krytykę, uspokajając jednocześnie swoje sumienie. Pragmatyzm staje się magicznym kluczem, prawem. W istocie Antygona nieustannie oscyluje między konserwatyzmem a innowacją. Anarchista kocha czystą kartę, ale Antygona jest wszystkim, tylko nie anarchistką; anarchista zawsze pragnie wszystko na nowo wynaleźć. Kreon uosabia anarchistę. Neguje to, co nie jest nim samym. „Tworzy” prawa. On „jest” swoimi prawami. Wszyscy anarchiści tak myśleli i wszyscy dyktatorzy to stosowali. Czy istnieje tożsamość bez pamięci? Tożsamość jednoczy; nigdy nie powinna wykluczać. Tożsamość ustanawia warunki spotkania. Paul Ricœur podsumował warunek spotkania słowami: „Aby otworzyć się na innego niż ja, najpierw musi istnieć jaźń”.
Spędziłem tyle godzin, rozważając słowa świętego Pawła: „Widzimy bowiem jakby w zwierciadle i niejasno, a potem twarzą w twarz”. Widzieć siebie, poznać siebie, być poznanym… Odyseusza znają tylko Eumajos i jego psy. Czy to magia? Nie, można poddać się wierności tylko poprzez jej doświadczenie; doświadczenie wierności oznacza również cofnięcie się o krok od siebie, zwłaszcza jeśli ten krok nie jest dobrowolny. Ta niejasność, to lustro, to spotkanie twarzą w twarz – wszystko to dotyczy samoświadomości, a ta samoświadomość to nic innego jak miłość. Pytanie, które należy sobie zadać: „Czy robię to z miłości? Czy miłość mną kieruje?”. Ale czym jest miłość? Przede wszystkim żądaniem. A to żądanie wstawia się za miłością. Żądanie to sprzeciwia się miłości i obdarza ją tą równowagą, tym poszukiwaniem, tym pragnieniem, tą samoświadomością. Kim jestem? Ucieleśniam to żądanie, tę wolę bycia sobą, a zatem otwarcia się na drugiego. Bycie sobą zasługuje, potwierdza, a nawet wymaga spotkania. Pozwalam sobie na to spotkanie. Czym mogłoby być to spotkanie? Edyp spotyka swojego ojca i zabija go, ale nie jest sobą . Każdy Edyp u Sofoklesa wskazuje na dążenie do siebie. Każda Antygona u Sofoklesa wskazuje na samoakceptację.
Przeszłość dodaje odwagi i pozwala zrozumieć. Czyż w czasach współczesnych nie brakuje sensu? Świadomość pamięci daje siłę, która przenosi góry; a pierwszą górą, która się porusza, jest nasze ego. Lacan, w swoim szalonym studium Antygony, widzi pożądanie, tylko pożądanie i nic poza pożądaniem, ale Lacan przeczuwa, że istnieje coś jeszcze, coś, co wymyka się faktom i analizie. Ciągłe roztrząsanie pojęcia amartia , greckiego grzechu, transgresji, nie wystarczy. Antygona nie przekracza granic dla ryzyka. A reductio ad desiderum nie wyjaśnia wszystkiego. Nie uwzględnia inności. Lacan zapomniał o wydarzeniu, tym, które wszystko warunkuje. Dla Antygony – o śmierci brata. Czyż Antygona nie była uwięziona w swoich nawykach przed tym wydarzeniem? Mieszkańcy Teb prawie nie zwracali na nią uwagi. Kręciła się wśród nich bez żadnego konkretnego celu. Żyła swoim życiem, jak to mówią. A ta podwójna zniewaga jest kolejną klątwą bogów na jej rodzinę. Dwaj bracia zabijający się nawzajem. Trzeba przyjąć jarzmo bogów, prawda? Ale człowiek powstaje pośród bogów. Kreon wierzy, że powierzono mu misję: przywrócić porządek i dyktować postępowanie wszystkich. Wie o tym; to jego przeznaczenie. Doprowadzi Teby do zenitu, uczyni z nich modelowe miasto. Zamiast tego Kreon pozwoli motylowi wyłonić się z poczwarki. Antygona zostanie przemieniona. Człowiek nie staje się kimś innym, gdy się przemienia; staje się sobą, ale innym. Często jest to zaskoczeniem dla otaczających cię osób. Nie jest to zaskoczeniem dla osoby, której to dotyczy. Antygona nigdy nie jest zaskoczona, gdy staje się sobą, w przeciwnym razie kwestionowałaby swoje własne zachowanie. Wahała się, jąkała… Ta metamorfoza oznacza inność, zmianę perspektywy. To lekcja od Antygony: poznanie innego przychodzi poprzez poznanie siebie. Z utraty siebie, z powodu kultu ego, nic zdrowego się nie rodzi; Trzeba skonfrontować się z samym sobą, pielęgnować siebie z tym, co nas niepokoi, zaakceptować i przeżyć wynikającą z tego metamorfozę, aby spotkać i pokochać drugiego. Antygona pozwala nam na nowo zdefiniować tożsamość. Gdyby ktoś chciał zdefiniować tożsamość Antygony, podjąłby się niekończącego się zadania; okazuje się, że zdefiniowanie tożsamości jest praktycznie niemożliwe, ponieważ stale ewoluuje. Niektórzy powiedzą, że tożsamość ogranicza rdzeń osobowości, ale jak można zaniedbać charakter? Jak można udawać, że charakter i osobowość są stale splecione i tworzą nowy sojusz po jakimś wydarzeniu? Tożsamość, która nie karmi się już spotkaniem z drugim, jest skazana na samobójstwo. Odliczanie do jego śmierci zaczęło tykać. Tożsamość opiera się na przeszłości, a zatem na pewnej idei przekazu; jeśli tożsamość staje się narcystyczna, umiera; jeśli tożsamość staje się egoistyczna , umiera; bez przekazu nie ma tożsamości, lecz epitafium. Tożsamość musi pragnąć drugiego; inność skrywa sekret rozkwitającej tożsamości, pozwalając płynąć krwi; Inność może cierpieć na te same bolączki, co tożsamość: może być narcystyczna, szukać spotkania dla samego spotkania, szukać upojenia, by zapomnieć o sobie , być innym, mieć wrażenie, że się nim staje. W tym przypadku spotkanie nie jest możliwe, ponieważ spotkanie z innym jest domeną kręgowców.
Jacques Lacan, w swojej śmiałej próbie uchwycenia, dotknięcia pragnienia Antygony, zauważył, że Arystoteles oddaje się osobliwej grze słów między nawykami a tradycją . to być również podtytuł Księgi Hioba. Tradycja reprezentuje tożsamość i powinna pozwalać człowiekowi rozwijać się i wzrastać poprzez kontakt z nią. To strażnicy wymyśleni przez ludzkość, aby przekazywać swoją wiedzę, aby zapewnić jej nieobecność. To unikatowe dzieło ludzkie. Być może najpiękniejsze ze wszystkich. Często jednak tradycja może stać się czymś w rodzaju nawyku, można ją nawet z nim pomylić, ponieważ ludzie zapominają, a różnica między nawykiem a tradycją tkwi w utraconym znaczeniu. Znaczenie można łatwo utracić, zwłaszcza jeśli uważa się, że jest się jego strażnikiem. Antygona posiada jedynie miłość i zwodzi Kreona: „Nie po to się narodziłam, by dzielić nienawiść, lecz miłość”. Nie uważa się za strażniczkę tradycji. Nie broni swojej tożsamości. Jej spotkanie z innym rozgrywa się w sposób negatywny. Kreon uosabia tego drugiego, który zmusza ją do powstania. Antygona, opierając się na tym, co wie, w co wierzy, co jest niezmienne i co pozwalało ludzkości stać prosto od zarania dziejów, podejmuje wątek utraconej, zapomnianej lub niemal utraconej tradycji; potwierdza, że pomimo wieku, tradycja ta nie zestarzała się ani o dzień i nadal stanowi ochronę. Antygona odkryła swoje powołanie, chwytając swoją przeszłość, swoją pamięć, swoją tradycję – wszystko jedno – i machając nimi przed obliczem Kreona, który ją powala i zmusza córkę Edypa do zostania Antygoną; bez wątpienia Antygona jest oszołomiona tym ogłoszeniem; początkowo wpada w panikę, traci orientację, czuje się oszołomiona, jej wzrok się zamazuje. Wtedy właśnie myśli o ojcu, znów widzi dwóch braci, a jej myśli pozwalają jej odzyskać zmysły i zacząć oddychać. Powietrze, którym oddycha, przywraca jej życie, czuje, jak soki życia w nią wlewają. Myślała, że umrze kilka sekund wcześniej, jakby Kreon wyrwał jej serce. A gdy wraca do życia, myśli, przegląda swoje myśli, wszystko miesza się i splata, choć powoli pojawia się prześwit, który przebija się przez idee blokujące jej umysł, i na tym prześwicie dostrzega Zeusa na tronie, a gdy król Olimpu gromadzi wokół siebie innych bogów, Antygona w końcu zbiera myśli, to, co wiedziała, czego ją nauczono, czego nauczył ją ojciec, co w dzieciństwie, z jego mieszanymi nastrojami, wymienia miłość i nienawiść; Prześwit wciąż się pogłębia i nagle elementy jej umysłu zajmują swoje miejsce, jakby do siebie pasowały, a Antygona rozumie, że wszystko ma swoje należne miejsce, że ważne jest, by zachować to naturalne miejsce, ponieważ kryje ono w sobie siłę ochronną.
Czy stawanie się sobą nie jest zawsze stawaniem się kimś innym? Ale co może stać się z kimś, kto nie wie, kim jest? Wrakiem, wiecznym dryfem, katastrofą? Taka osoba może pogrążyć się we wszelkich formach uległości, niczym wola mocy czy tchórzostwo; nie ma nic, co mogłoby je złagodzić, ukoić lub kontrolować. Tutaj wymagany jest ten sam rygor, co w pisaniu: jak najściślejsze zespolenie stylu i tematu. Aby osiągnąć jedność. Aby dokonać i dokonać metamorfozy, by przekroczyć siebie, być sobą. Wbrew temu, co często się mówi lub wierzy w dzisiejszych czasach, nieustanne spotkanie z innym, zwane również hybrydowością, jest jedynie podstępem, histerycznym przeskakiwaniem między kanałami, sposobem postrzegania siebie, dostrzegania siebie i kamuflowania tej wizji pod niewdzięczną, anemiczną i amnezyjną maską. Histeria współczesnego świata wciąż generuje nowe potrzeby, podsycając nienasycone źródło niezaspokojenia. Współczesny świat bierze pod uwagę jedynie konsekwencje, nigdy nie zwracając uwagi na przyczyny. Inność nie oznacza przyjemności, a przynajmniej nie natychmiastowej gratyfikacji. Oznacza zanurzenie się w sobie, odyseję, eksplorację i zrozumienie siebie. Granice są niezbędne do poznania własnego kraju; zniesienie granic nie znosi narodowości, lecz raczej świadomość siebie w obrębie własnej przestrzeni. Atomistyczne i poszukujące przyjemności „ja” rozkwitło, pozwalając na ulotność i zapomnienie o sobie. Intymność, autoanaliza, niepokój, gorączkowe skupienie na sobie – nie narcystyczne, lecz napędzane pragnieniem umiejscowienia się w świecie w relacji do drugiego – przynosi zupełnie inny rodzaj zadowolenia. Współczesny świat schlebia, inwestuje tylko w sferę nastroju, ponieważ wie, że nastrój jest królem, że ma niepodzielne panowanie nad codziennym życiem człowieka. Współczesny świat, niczym dobry socjolog, po prostu wyposażył człowieka w jego największego wroga, tego, który zaostrza jego zazdrość: instynkt własności, i na nim zbudował swoje imperium. Zazdrość i własność reprezentują piekielny i dewastujący duet, który pochłania i unicestwia człowieka. Wola władzy, walka klas, komunitaryzm – wszystkie te formy dezorganizacji społecznej czerpią ze źródła zazdrości.
Dziecko albo przestrzega narzuconej reguły, albo nie. W obu przypadkach reguła dyktuje i kieruje. Dziecko rozwija się, ucząc się lub odrzucając regułę. Dziecko buduje swoje dorosłe życie poprzez działanie lub reakcję. W ten sposób kładzie podwaliny. Długo rozmyślałem nad słowami świętego Pawła: „Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, myślałem jak dziecko, rozumowałem jak dziecko. Kiedy stałem się mężczyzną, zostawiłem za sobą dziecięcą naturę”. Paweł z Tarsu łączy ten dziecięcy stan z lustrem i z przyćmionym widzeniem: „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, ale wtedy twarzą w twarz. Teraz wiem niewiele, wtedy poznam tak, jak i zostałem poznany”. Dlaczego istnieje tak wielka różnica między poglądami świętego Pawła na temat dzieci a poglądami Jezusa Chrystusa? I być może właśnie na tym polega różnica między władzą a mocą? Wojsko doskonale zdaje sobie sprawę z tej granicy między rangą a funkcją. Kapral nie ustąpi ani na krok pułkownikowi, jeśli ten nie posiada niezbędnych kwalifikacji. Władza i autorytet czerpią swoją siłę z autorytetu i władzy. Władza i władza są ze sobą splecione; można by wręcz powiedzieć, że są zorganizowane, a jeszcze lepiej, że są „zorganizowane”. Ale władza jest doczesna, ziemska, podczas gdy władza nie ma stałego miejsca; jest wszędzie. To ostatnie porównanie oferuje ważny wgląd i podważa słowa świętego Pawła. Prawo istnieje po to, by pozwolić nam wzrastać, by nas wzmacniać jak dziecko, ale to, co odróżnia dziecko od dorosłego, leży w jego zdolności wiary, zwłaszcza w cuda. Kto nigdy nie widział rozgwieżdżonych oczu dziecka, któremu opowiedziano historię wykraczającą poza zmysły, nigdy tak naprawdę niczego nie widział. Dziecko wierzy i kocha wierzyć, bo codziennie rozkoszuje się cudami i niezwykłością. To jest dziecko Chrystusa, z pewnością Antygona w dzieciństwie; wyobrażamy sobie psotną małą Antygonę, niełatwo ją oszukać. To wspólny mianownik świętych, często ożywianych cudem codzienności. „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie i nie przeszkadzajcie im, bo do takich należy królestwo niebieskie”. Nie są one jeszcze robotami skażonymi mnóstwem fałszywych przekonań, mających jedynie je uspokoić. Ludzie tak szybko uzbrajają się w tak wiele warstw bezpieczeństwa, a jednak jałowych. Pierwsze roboty ucieleśniają się w tych mężczyznach obciążonych nawykami. Święty Paweł dostrzega inny aspekt dzieciństwa: mały człowiek nigdy nie przestaje się uczyć – i uczy się, obcując z prawem. Święty Paweł ma nadzieję, że dziecko, które należy do litery, stanie się dorosłym, który obejmie ducha, ponieważ przyswoi sobie ten pokarm dzieciństwa i posiądzie całe prawo, nawet o nim nie myśląc. Krótko mówiąc, to akulturacja, kiedy edukacja staje się drugą naturą. Święty Paweł ucieleśnia ten sukces w Jezusie Chrystusie, który nigdy nie porzuca starego prawa, a wręcz przeciwnie, wyjaśnia je uczonym w Prawie, ale doskonali je zrozumieniem, które im umyka. To zrozumienie jest duchem. Powołanie Antygony należy do ducha. Powołanie nie może rozwijać się w ramach litery prawa; staje się sztywne i zanika. Osoba, na którą liczymy, musi się wyzwolić i rozwijać duchowo, rozpoznając w sobie ślad prawa.
Pokora mieszka w sercu człowieka, a człowiek udaje, że ją ignoruje, napędzany demonem pychy, który napędza wolę mocy. Autorytet utracił swoją szlachetność wraz z pokorą. Autorytet stał się synonimem nieubłaganego porządku, bezmyślnej siły i tyranii. Cóż za odwrócenie wartości! Tymczasem, według Antygony, autorytet zapobiegł tyranii! Era nowożytna ma takie wrażenie autorytetu, ponieważ został podeptany przez ludzi, którzy go używali; podczas gdy nie można, trzeba i jest się zobowiązanym służyć autorytetowi. Ale czy autorytet został naruszony przez te katastrofalne doświadczenia? Wartość nie może zostać naruszona przez człowieka. Wierność wykracza poza Świętego Piotra, chociaż on nie jest do niej zdolny. Wierność wykracza poza zdradę, ponieważ zawsze ją obejmuje. Lojalność jest potwierdzona nawet w zdradzie. Zdrada nie niesie w sobie żadnego znaczenia, poza własnym zaspokojeniem. Każda wartość mówi również o niepewności w człowieczeństwie. Każda wartość jest strażnikiem i schronieniem. Nie ma potrzeby wyboru; Wartość dostosowuje się do naszej słabości, ponieważ poprzedza nasze niepewności. Współczesny świat miesza autorytet i władzę, sprawiając, że noszą te same rany i cierpienie. Ponieważ Bóg musiał zostać usunięty ze wszystkiego. Ani starożytni, ani współcześni tego nie zrozumieli, ale to nie miało większego znaczenia; teraz nie liczyli się już na nic. Gdyby Bóg nigdy nie odszedł, musiałby zostać zabity. XX wiek ogłosił się czasem śmierci Boga. Zabił jedynie ideę Boga. Przede wszystkim stworzył nowy antropomorfizm oparty na samobójstwie. Jeśli każde pokolenie ukrywa swoją własną moralność, czy możemy posunąć się tak daleko, by zastąpić moralność autorytetem? W co należy wierzyć i co należy mówić. To był początek panowania relatywizmu. Tak więc pod pojęciem „autorytetu” gromadzono wszystko, co było znienawidzone. Potrzebne było ujście. Ile kwiatów widzieliśmy, jak więdną z powodu utraty ich wsparcia? Jakie drzewo przetrwa, gdy jego pień obumrze? Zaprzeczanie prawom natury jest zaprzeczeniem życia. Życie to przypływ i odpływ, równowaga, czujność; tak wielu ludzi nie rozumie, że choć jeszcze niedawno dobrze im się powodziło, nagle czują się bliscy przepaści. Bo tak właśnie życie się zmienia. Niektóre rzeczy są dla nas łatwe, a potem trudne, bez niczego, co by je utrudniało, niż upływ czasu. Uchwycenie tego stanu wymaga pokory, która jest bronią, ponieważ pokora zmusza nas do bycia w kontakcie z samym sobą w każdej sytuacji. Pokora jest ożywiana uległością, posłuszeństwem wobec wydarzeń, zaufaniem, bezwarunkową miłością, zachwytem…
Odwrócenie wartości opiera się na mise en abyme. Niewielu ludzi jest skłonnych do mise en abyme, ponieważ istnieje ciągłe ryzyko odkrycia siebie w nim. Relatywizm jest łagodnym towarzyszem. Relatywizm jest jak handlarz koni w powieści Bernanosa autorstwa abbe Donissana. Można z nim podróżować; nie nudzi, pozostaje na swoim miejscu i okazuje niezawodną empatię. Jednak nie zna współczucia. Czy to problem? Wcale nie! To zaleta; nie sprzeciwia się mi, zgadza się ze mną, a raczej antycypuje moją zgodę, wyobrażając ją sobie, zanim jeszcze o niej pomyślałem. Relatywizm jest prawdziwą religią naszych czasów; jest naturalnym potomkiem sekularyzmu i trzyma wszystkie religie w pogotowiu. Relatywizm nie pomaga; zadowala się jedynie swoją rolą świadka. Działa i przystaje; Jest technikiem, administratorem, narzędziem statystyka. Nie jest potulny, nie jest pokorny, nawet jeśli czasami udaje mu się za takiego uchodzić. Ale w przeciwieństwie do pokory, relatywizm nie zmusza do autorefleksji, ponieważ nieustannie kwestionuje wszystko wokół; wzmacnia status quo, opierając się na egoizmie i natychmiastowej gratyfikacji. Podczas gdy pokora prowadzi do przyznania się do własnych błędów, relatywizm znajduje sposób na zakwalifikowanie wszystkich wykroczeń, powołując się na „podwójny standard”, który okazuje się bardzo użytecznym narzędziem, na dobre i na złe. Pokora to nauka prawa, aby dotrzeć do ducha. Wiedza o posłuszeństwie to nauka rządzenia. Posłuszeństwo, aby żyć lepiej. Aby żyć w pełni. Antygona powstaje, ponieważ jest posłuszna. Antygona powstaje, ponieważ Kreon nie wie, jak być posłusznym. Być może Antygona powstała po tygodniach czekania, przewidując błąd Kreona w obliczu toczącej się wojny. Sofokles nie mówi. Być może nie było niczego nieoczekiwanego ani prowokowanego (od słowa „provo-care” , poprzedzającego wezwanie), być może Antygona od dawna planowała swój bunt… Antygona jest posłuszna zarówno prawu, jak i duchowi. Nieustannie opiera się na przeszłości i to właśnie z tego, weryfikowalnego pod każdym względem, przemawia: opierania się na przeszłości. W Antygonie znajdujemy ucieleśnienie idei autorytetu sformułowanej przez Hannah Arendt . minione stulecia, to nagromadzone życie, które jest nieskończenie więcej warte niż najnowsza idea ważona w świetle relatywizmu. Autorytet jest tym spokojem, tym spokojem. Pewnego dnia w Delfach, wyczerpany wielogodzinnym marszem, zszedłem do świątyni Ateny i usiadłem pod kolumnadą, drzemiąc w blasku wschodzącego słońca w stanie głębokiego zachwytu. Antygona, i to niemała część jej obietnicy, oferuje nam boski dialog, który nie jest ani relatywistyczny, ani nawet komfortowy. Od pierwszego dnia swego zobowiązania – to znaczy od pierwszego dnia nawrócenia, od pierwszego dnia swego powołania – Antygona przygotowuje się do śmierci. Antygona czerpie inspirację ze swego związku z bogami, zwłaszcza Zeusem. Ta zażyłość z bogami i ich edyktami, które przewyższają ziemskie prawa, jest kwestią świętości. Święta opiera swoje życie na dialogu z Bogiem i na dogmacie, coraz głębiej w nim zatapiając. Rozmawiać z Bogiem to być blisko Niego. Odrzucić autorytet to odrzucić tę bliskość. Widzimy, jak porządek zostaje odwrócony, zakłócony i zachwiany. Antygona odkrywa świętość wraz ze śmiercią ojca; wraz ze zwłokami brata chwyta swoją pamięć, która objawia jej, że musi wybrać: honor albo szaleństwo. Wybiera honor. Postanawia podążać za historią swojej rodziny z jej wzlotami i upadkami. Aby to uczynić, opiera się na niepisanym prawie, dogmacie: nie pozostawia się zmarłego bez pogrzebu. To wszystko. Słowo dogmat oznacza prawo oparte na autorytecie. Dogmaty są różne: pisane lub niepisane, jak to prawo, które wydaje się posiadać Antygona: nie pozostawia się zmarłego bez pogrzebu. Kreon zdaje się je odkrywać; nic o nim nie wiedział, zapomniał o nim; trzeba powiedzieć, że ani go nie spisał, ani nie podjął decyzji w jego sprawie. Powstając przeciwko władzy i wsuwając palec w szczelinę, Antygona zapoczątkowuje to, co pierwsi chrześcijanie uczynią, przeciwstawiając się Rzymowi : mówić prawdę ducha i konfrontować ją z prawem, odmawiać podporządkowania się władzy doczesnej, na nowo przemyśleć wolność we wszystkich miejscach i przy każdej okazji, wiedząc, że wolność należy do ludzkości, a miłość do Boga, i że wolność prowadzi ludzkość do miłości Boga. Działanie Antygony mogło pozostać uśpione, ale przeszkoda o imieniu Kreon zadecydowała inaczej. Antygona nie zbuntowała się przeciwko swojemu losowi; nawet uznała to za stosowne. Zeus pomógł jej o nim mówić. Zeus pozwolił jej odkryć fragment tajemnicy. To, co otrzymała Antygona, okazało się nieporównywalnie większe niż cokolwiek, co mógł jej obiecać Kreon. Wkraczając w tajemnicę, Antygona ostatecznie otworzyła drzwi, które bóstwo zawsze pozostawia uchylone. W ten sposób Antygona ucieka przed herezją: prawem wyboru między dogmatami. Prawo pisane ustanowione jest niczym waluta. Niepisane i niepodważalne prawo chroni prawdę. To prawo obejmuje, a nie wyklucza. Antygona mówi: Jestem stworzona do miłości … wybrała. Wybrała Zeusa , to znaczy Deusa, to znaczy Boga, Boga, który przychodzi i potępia tyranów. Boga, który przychodzi, aby ją spotkać i którego wkrótce ujrzy twarzą w twarz.
- Pomiędzy ἔθος (ethos) a ἦθος (êthos). Nawyk: ἔθος (echos) zamiast ἦθος (êthos), etyka ↩
- Kryzys kultury ↩
- Przeczytaj odświeżającą książkę Emilie Tardivel pt. * Wszelka moc pochodzi od Boga: Chrześcijański paradoks *. Wydawnictwo Ad Solem. ↩
- Litera delta jest wymawiana po grecku jako dzelta. Zatem Zeus to grecka wymowa łacińskiego słowa deus ↩
Dodaj komentarz