Przeciwko robotom

Dziennik podróży Emmanuela Di Rossettiego


Do jakich świętych powinniśmy się modlić?


Sprawa Marciala Maciela zmusza nas do konfrontacji z kwestią zła. Nasza epoka unika z nim konfrontacji. Co wiemy o dziele diabła i co możemy zrobić, aby się przed nim chronić? Czy po próbach ukrycia dobra w życiu powinniśmy być zaskoczeni, że zło zostało ujawnione? Dzieła diabła są niezliczone, ale Duch Święty może wszystko, nawet je przemienić.

Potrzeba było elokwencji Léona Bloya, by stwierdzić: „Jest tylko jeden smutek – smutek z powodu braku świętości”. To uporczywe pytanie o świętość powraca niczym sezon, który nigdy się nie kończy. Jest wiele rzeczy, których możemy się pozbyć, ale pytanie o świętość nigdy do nich nie należy. Jest ono współistotne z nami. Gdy tylko widzimy lub jesteśmy świadkami czegoś sprawiedliwego lub niesprawiedliwego, czegoś, co należy do dobra lub zła, podążamy ścieżką świętości, ku niej lub wbrew niej. Potrzeba dużo czasu, by uświadomić sobie, jak współistotne jest z nami pytanie o świętość. Jesteśmy świętymi, jesteśmy świątynią, pochodzimy z Kościoła, który jest święty, jesteśmy na obraz Boga, który jest święty, a jednak walczymy, upadamy, trudzimy się, dążymy… Tak mało rezultatów za tak wiele obietnic. Faktem jest, że stan świętości wymaga ogromnego wysiłku i przynosi niewiele widocznych rezultatów.

„Boże mój, daj nam kapłanów, daj nam świętych kapłanów…” W obliczu oczywistego wpływu diabła, Macielu, jak możemy nadal wychwalać świętość kapłana? W obliczu oczywistego wpływu diabła, jak możemy nadal wychwalać świętość? Ale czy zadawanie tego pytania nie jest już grą na rękę diabłu? Bo tylko człowiek może zadać to pytanie i uwierzyć, że uda mu się na nie odpowiedzieć. Uwierzy, że robi coś wartościowego, że zmaterializuje to, co zawsze mu się wymyka. To nagłe opanowanie niepojętej idei jest jedynie kolejnym przejawem działania diabła poprzez wolę mocy. Człowiek nie rozumie zła. Tak samo jak nie rozumie miłości. Prawdziwej miłości. Miłości boskiej. Dla człowieka istnieje tylko samozadowolenie. Wszystko to jest tak bardzo poza naszym zasięgiem. Postrzegamy świętość jako ozdobę, uznanie. Wciąż myślimy wstecz. Nie chodzi o to, co Bóg uczyni, aby nam podziękować za przestrzeganie Jego nakazów. Chodzi o to, by zadać sobie pytanie, co możemy zrobić, by podziękować Bogu za Jego błogosławieństwa. Na przykład podczas liturgii ksiądz mówi: „Quid retribuam” (Co jest
nagrodą?). Ludzką pokusą jest pragnienie, by wszystko sprowadzić do siebie. Do rzeczy ziemskich. W przyziemny sposób. I właśnie w tym tkwi problem. Dwie wielkie siły, które rządzą wszechświatem, nie należą do tego świata. Reakcja Marca Favreau doskonale podsumowuje to, co może czuć człowiek zdradzony, zraniony w swojej wierze, zwłaszcza przez tych, którzy są odpowiedzialni za jej ochronę. Czyż nie jest przesadną miłością do księży, czyż nie jest fundamentalnym błędem ogłaszanie ich świętymi? Przecież są tylko ludźmi. Cierpią na te same cierpienia, co my. W tym artykule Marc Favreau dał wyraz uzasadnionemu uczuciu oburzenia. Jak możemy pozwolić księdzu wierzyć, że jest świętym, skoro grzeszy jak wszyscy inni? Znacznie bardziej niż przeciętnie, w przypadku Marciala Maciela. Gdzie tu korupcja? W formule? „Dajcie nam świętych kapłanów?” Czy istnieje oszustwo? Czy jesteśmy oszukiwani? Czy wszyscy kapłani świata zostali zdyskredytowani przez demonizm Maciela? Pytania się ścierają. Nie ma mentalności ofiary, tak powszechnej w naszych czasach. Jeśli jakaś instytucja jest oszpecona, jeśli działa w niewłaściwym kierunku, jeśli jest zdyskredytowana przez przestępstwa, jak taka instytucja może nadal mnie reprezentować?
Kwestionowanie świętości pochodzi z człowieczeństwa. Ponieważ ludzkość kwestionuje wszystko, cały czas. To jest w naszym DNA. A jeśli ludzkość kwestionuje, obniża stawkę. Dehierarchizuje. Zaczyna myśleć samodzielnie. Po jabłku – niezgoda. Mówi głównie o tym, czego nie wie. On mówi, i to wystarczy, by stracić kontakt z Bogiem. Zatem pytanie jest nieuzasadnione, ale jest „ludzkie” w sensie, jaki dyktuje zdrowy rozsądek. Powiedzenie, że jest ludzkie, oznacza, że ​​można od niego żądać, aby pozwolił ludzkości uzyskać dostęp do tego, co nazywa wiedzą, wiedząc, że zawsze będzie to wiedza ograniczona.

Czy instytucję tę należy wychwalać wraz z nadejściem świętego Augustyna, a potępiać wraz z odkryciem Marciala Maciela? Niech nie będzie pomyłki: „Dajcie nam świętych kapłanów” to wołanie ludzkości o pomoc do Boga; „Dajcie nam świętych kapłanów” nie oznacza: dajcie nam kapłanów nienagannych. To byłoby zbyt proste. Dajcie nam kapłanów nienagannych, a uwierzę bez wahania. To wciąż akt uznania jednej z ludzkich słabości najmocniej potępionych przez Chrystusa. Dajcie nam świętych kapłanów oznacza: dajcie nam kapłanów, którzy szanują życie i Stwórcę. Kapłan jest oblężoną twierdzą. Kościół jest oblężoną twierdzą. Apokalipsa jest w toku. Zaprzeczanie jej, zapominanie o niej, wyśmiewanie jej to wchodzenie w ręce diabła. Każdy relatywista jest narzędziem diabła, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Szacunek dla Stwórcy niemal zanikł. Szacunek dla życia jest deptany każdego dnia.

„Wierzę w jeden, święty i apostolski Kościół”. Nasze Credo, w swojej zdumiewającej zwięzłości, nieustannie przypomina nam, że Kościół jest święty. Albo: „Nie płacz, jeśli mnie miłujesz. Gdybyś wiedział, czym jest dar Boży i czym jest niebo! Gdybyś mógł stąd usłyszeć śpiew aniołów i zobaczyć mnie pośród nich! Gdybyś mógł ujrzeć rozwijające się przed twoimi oczami wieczne horyzonty i pola, nowe ścieżki, po których kroczę! Gdybyś mógł przez chwilę kontemplować, tak jak ja, piękno, przed którym bledną wszystkie inne piękności” (św. Augustyn). Pamiętajmy, że Jezus zna słabość Piotra wcześniej niż on sam. Czy to powstrzymuje Go przed powierzeniem mu duszy? Wobec emocjonalnego zapału Piotra Jezus potwierdza jego ludzką słabość. Podczas gdy Piotr pragnie natychmiastowego uznania, pójścia z Chrystusem, podążania za Nim wszędzie, nieodwołalnego osądzenia Go teraz, Chrystus nakazuje mu czekać. Czekanie kontra wywyższenie. Czy mnie kochasz? Oddam za ciebie życie. Czy naprawdę mnie kochasz? Ze wszystkimi subtelnymi greckimi niuansami czasownika „kochać” (artykuł 3 o agape). Piotr pragnie natychmiastowego uznania. Chce, aby Chrystus powiedział mu wszystko od razu. Chce, aby było to widoczne. Chce, aby było to ostentacyjne. Chce, aby to zostało ustanowione. Uznanie – człowiek dusi się z potrzeby uznania, którego Bóg niekoniecznie mu udziela. Diabeł natomiast daje natychmiastowe uznanie. Władza. Oczekiwanie kontra wywyższenie. Czym jest ta świętość? Jaka jest wola Boga? Czego On od nas chce? Kościół jest święty, ponieważ pochodzi od Jezusa, a Jezus jest bramą, jedyną bramą do Boga. Kościół jest święty, ponieważ pochodzi od Boga. „Jezus Chrystus i Kościół, jak mi się wydaje, są jednym” (święta Joanna d’Arc).

Świętość nie zapobiega skalaniu, ona je oczyszcza. Świętość nie zapobiega upadkowi, ona nas podnosi. Świętość nie jest wykorzenieniem choroby, ona jest jej lekarstwem. Ile chorób jest znanych ludzkości, a ich źródło nie jest znane? Świętość jest możliwością wyniesienia. Świętość nie wykorzenia zła, ona broni nas przed jego mocą. Zmusza nas do spojrzenia w górę, nakłania do ucieczki z uścisku zła. Świętość ma broń: piękno, dobroć i cnotę. Świętość nie została ustanowiona dla silnych i odważnych; pragnie być tym wiecznie świecącym światłem dla tych, którzy popadają w nędzę. Co gorsza: świętość nie jest sprawiedliwością. Jak ludzkość może poradzić sobie z tą cechą, która tak naprawdę nie jest cechą? Ludzkość pragnie tego, co przyziemne, konkretne, natychmiastowe, pragmatyczne. Chce, aby źli zapłacili, aby zło zostało ukarane. Świętość nie zapewnia sprawiedliwości. Nie: co mi Pan da za to, że dobrze czyniłem, lecz co oddam Panu za wszystkie Jego błogosławieństwa? Widzimy, że gdy tylko pomyślimy, że włożyliśmy wystarczająco dużo wysiłku, by uwierzyć, musimy wspiąć się o kolejny szczebel. Nowy duchowy dodatek. Jak streszczenie świętości. Tej małej świętości, tej łagodnej świętości, którą człowiek może zebrać w swe dłonie, by ją oswoić, ale która nie odpowiada, gdy się ją wzywa. Tej małej świętości, która wydaje się nieznacząca, która wydaje się tak nieszkodliwa, która nie interweniuje, która nie odgrywa oczekiwanej roli… Gdzie ona jest? Czy w ogóle jest rozsądna? Czy możemy jej zaufać? Ta przeklęta świętość nie uchroniła nas przed Marcialem Macielem. Pozostawiła nas na pastwę naszych demonów, pustych, rozpamiętujących legendę tego demona i jego spuściznę, ten legion Chrystusa. Jak możemy przywrócić życie temu, co zostało spustoszone? Jak możemy odzyskać nadzieję? Świętość nic nie zdziałała, Kościół nie był w stanie nic zdziałać, demon sam się wprosił, odziany w święte szaty kapłaństwa.

Człowiek współczesny wątpi w dobro. Woli rozwodzić się nad złem. Ma upodobanie do zmazy, które uosabia jego epokę. Pozwala mu to twierdzić, że zmaza jest wszędzie. To skłonność do wyrzeczenia. Pozwala mu uwolnić się od wszystkiego. Liczy się tylko jednostka, a zatem jest ona zwolniona z odpowiedzialności. Jednostka przekształciła się w podglądacza istnienia. To zamiłowanie do zmazy jest wyrzeczeniem się życia. Era współczesna wymaga, aby nic nie było ukryte. Wszystko musi zostać ujawnione w dążeniu do przejrzystości; działa w niej pewnego rodzaju wola oczyszczenia. Pokazać wszystko i uwierzyć, że powiedziało się wszystko. Oczywiście, każdy człowiek o podstawowych zdolnościach postrzega to jako pośpiech. Pragnienie pławienia się w zmazie, polegając na jego uniwersalnej naturze. Zmaza jest wszędzie, co jest dalekie od przypadku dobra. Zmaza jest zatem bardziej uniwersalna niż dobro. Brak dobra staje się tak rażąco oczywisty. Jaki sens ma dalsze do niego odwoływanie się? Dobroć już nie przemawia do ludzi. Szalona idea, z własnym śladem nieobecności i wszechobecności skażenia, narzuciła pogląd, że nikt nie może już twierdzić, że reprezentuje dobroć. Że każdy, kto ogłasza się rzecznikiem dobra, jest oszustem. Najbardziej potępieni są oczywiście duchowni i katolicy, postrzegani jako moraliści, wichrzyciele. Ta religia, ucieleśniająca stary porządek, udzielająca nauk, taplająca się w bagnie… Jest nie tylko zdyskredytowana, ale powinna całkowicie zniknąć. Współczesny świat ignoruje dobroć, przeciwstawiając ją skalaniu. Najmniejsza plama, najmniejszy występek, czyni historię nieaktualną. Współczesny człowiek nauczył się tak głęboko nie ufać dobru, że grupy opiniotwórcze, takie jak media, mylące informacje z pożądaniem, pokazały mu tak dobitnie, że dobro to miszmasz, który w istocie nigdy tak naprawdę nie istniał, że tak łatwo stało się wykazać jego bezpodstawną naturę, wskazując na zło, że sprawa jest przesądzona. Tylko skalanie jest uniwersalne. Skalanie jest uniwersalne, ponieważ jest powszechnie podzielane. Stało się lingua franca. To współudział w skalaniu jest złudzeniem. Współczesny świat upodobał sobie tego rodzaju łatwą lojalność; natychmiast pozwala on na utwierdzenie się w władzy. Programy telewizyjne typu reality show oferują natychmiastową gratyfikację; uczestnicy tak często uosabiają głupotę, kretynizm braku osądzania. Władza ujawnia ludzką słabość, ponieważ jest natychmiastowa, szybka jak błyskawica; oferuje natychmiastowość, której wymagają czasy, posiada prostotę, by stać się uniwersalna. Ale człowiek pomija ważną kwestię i nikt nie może go za to winić: pomija fakt, że dobro i zło nie należą do tego świata. Działają w świecie, ale są poza ludzkim zasięgiem. Ponieważ zło nie należy do tego świata, nie ma sprawiedliwości w jego odniesieniu. Na zło, na prawdziwe zło, żadna ludzka odpowiedź nie może nas usatysfakcjonować. Nie ma sprawiedliwości w jego odniesieniu. Nie można go naprawić. Świętość jest światłem, które odwodzi nas od zła. Nie może nic zrobić przeciwko popełnionemu złu. Ale nas uwzniośla. Utrzymuje nasze głowy nad wodą. Wszystko jest nieco lżejsze do zniesienia w jego obecności. Współczesny człowiek odwrócił się od życia. Zapomniał o jego fundamentach. Wierzyć, że życie może uciec przed złem, to zapomnieć, czym ono jest. Życiem stworzonym przez Boga. Życiem łączącym to, co naturalne, z tym, co nadprzyrodzone. Życiem pełnym wszechobecności. Bóg jest wszędzie, zawsze. Ale zło też. Diabeł zaprasza się, przyodziany w najróżniejsze i najrozmaitsze postacie. Atakowanie świętości to otwieranie drzwi diabłu. To ludzki sposób przyzwolenia na zło. Wszystkim, którzy zatrzaskują drzwi świętości, miejmy nadzieję, że nigdy nie będą musieli zamykać drzwi przed diabłem; będą bezsilni. Modlitwa powoli buduje bastion świętości; brak modlitwy przybliża ludzkość do jej nędzy. Życie monastyczne cierpliwie budowało bastiony dla ludzkości przez wieki. Jeśli świętość ma broń i bastion, zło nieustannie zaciera wszelkie granice, wszelką nadzieję, wszelką pewność. Zło to nic innego jak ta mgła. Ale jaka mgła! Niczym wyłom w świecie, porywa współczesnego człowieka i pozwala mu ujrzeć góry i cuda. ​​Ofiara jest tak łatwa, tak mało życia wewnętrznego ją karmi… Poza tą granicą nic już nie ma sensu, wszystko staje na głowie, żaden opis nie jest w stanie oddać tego, czego nie da się zdefiniować. Najwięksi pisarze, gdy poruszają temat zła, nie potrafią go opisać; opisują strach, opisują to, co ziemskie, nie potrafią mówić o złu. (4. Joseph Conrad. Fragment z Jądra ciemności) Postać Maciela przywodzi na myśl Kurtza z „Jądra ciemności”, demoniczną postać polegającą wyłącznie na mocy, źródło ostrego upojenia.

A więc? Kim był Marcial Maciel? Jak podważa wizerunek świętego? Dla każdej świadomej osoby (czego jest świadoma osoba, jeśli nie dobra i zła?) istnieje krok, który zwiastuje zawrót głowy. Świadoma osoba to właśnie ta, która odmawia dostrzeżenia otchłani. Nie pojmuje jej. Nie może jej pojąć, bo pustka by ją wciągnęła; pustka jest pokusą w jej blasku. Zbliżyć się, spojrzeć w otchłań to już ulec jej pokusie. W przeciwieństwie do Boga, zło można absolutnie zobaczyć za życia. Tego właśnie pragnie. Uwięzić nas. Niektóre ofiary są łatwiejsze od innych. Samotni ludzie są często idealnymi ofiarami. Samotność czyni człowieka kruchym, podatnym na manipulacje; prowokuje niezgodę. Zniszczenie wszystkiego, co tworzy więzi między ludźmi, zawsze będzie jednym z jej głównych celów. Czy Marcial Maciel, o którym teraz wiemy, że przez bardzo długi czas pracował w ukryciu, czuł się samotny? W którym momencie Maciel zetknął się ze złem? Chcielibyśmy wiedzieć. Chcielibyśmy rozwikłać tajemnicę. Wystawić się na działanie złowrogiej mocy, która go zaczarowała. Kuszące jest pytanie, w którym momencie Marcial Maciel spojrzał diabłu w twarz? Ta fatalna chwila jest nieznana, nieznana i nigdy nie będzie znana. Być może sam Maciel ją pogrzebał, zapomniał o niej, a może wręcz przeciwnie – i nie ma w tym sprzeczności – desperacko jej szukał, by na nowo przeżyć jej pełną intensywność? Fakt, że pod koniec życia nie czuł żalu, nie dowodzi jego stanu umysłu. Czy był uosobieniem zła, sługą diabła w Kościele Bożym, czy też, jak powiedziano, ofiarą rozdwojenia jaźni, zapominającą o swoich czynach takimi, jakimi się wydawały? Jego koniec, jeśli rzeczywiście był taki, jak go opisano, cyniczny i bezduszny, to z pewnością był sługą diabła. Samo wspomnienie o nim, mówienie o zażyłości Maciela z diabłem, oznacza już udział w tej zażyłości. Diabeł ma do dyspozycji tak wiele uroków. Kult osobowości Maciela, w opozycji do pokory (cementu bastionu świętości), przemawia na korzyść demona. Jakże oszałamiające jest widzieć Maciela całującego pierścień papieski, rozmawiającego z papieżem Janem Pawłem II, naszym oczarowanym, niespokojnym i zagubionym świętym papieżem. Kiedy wymienialiśmy wszystkie występki Maciela, nie powiedzieliśmy nic. Mówiliśmy o moralności. Moralność jest wszystkim i niczym jednocześnie. Jest wszystkim, ponieważ podsumowuje zbrodnie i wyjaśnia wykroczenie. Jest niczym, ponieważ nie zaczęła jeszcze podnosić zewnętrznej warstwy ludzkiego serca. Moralność nigdy nie patrzy bezpośrednio na kogoś. Nie daje się oszołomić. Nie można jej pojąć. Opiera się na sprawiedliwości. Nie interesuje ją wola mocy, tylko rezultaty. Moralność jest w istocie statystyką. Ku wielkiemu rozczarowaniu wielu, moralność jest pragmatyczna. Co oznacza, że ​​pomija element ludzki. Element ludzki posunąłby ją za daleko. Ludzka reakcja na zło jest… ludzka. Aż nazbyt ludzka.

Zaczęliśmy od sytuacji ludzkiej, od samego człowieczeństwa. Marcial Maciel, młody seminarzysta, wykazuje zdolność do wykorzystywania swoich talentów. Czy od seminarium Maciel zaczyna manipulować innymi, wyczuwając, co im się podoba, co z nimi rezonuje? Czy jest taki od samego początku, i o jakim początku mówimy? Czy jako dziecko jadł śniadanie z diabłem? Czy w seminarium zaczął rozplątywać nici zła? Świadectwa tutaj i gdzie indziej pozostają kroplą w morzu zła. Świadectwa często służą sprawiedliwości, moralności. Cały ten ludzki chaos niczego nie wyjaśnia, gdyż dąży do przedstawienia całości. Który wierzący nie cierpiał z powodu uporu złej idei, idei zła? Kogo nie owładnęła wola mocy, wola przemocy, w chwili spokoju, chwili, która normalnie wzywałaby do błogości? Kto nie powitał kazania bezpośrednim spojrzeniem? Kto nie został upojony jego mocą? Powitać to otworzyć drzwi diabłu. To zerwać naszą więź z Bogiem. Ludzki umysł nic nie wie o własnych objazdach. Nie wie prawie nic o sobie. W ten sposób może uciec od siebie. Użyteczność tamy staje się jaśniejsza. Kiedy omawiana jest osobowość Maciela, narkotyki są wszechobecne. Ten argument pomaga nam zrozumieć, jak zło wpływa na jego osobowość. Naiwnością jest wyjaśnianie działań Marciala Maciela dawkami morfiny. Dawki morfiny są tu pretekstem. Z pewnością pozwalają Macielowi odzyskać część upojenia złem, gdy Książę tego Świata jest zajęty innymi sprawami. Czy Maciel przekroczył granicę w dniu, w którym seksualnie torturował innego seminarzystę, ulegając władzy nad radością? Myślenie o złu na ziemi zawsze prowadzi do wypaczonego, powierzchownego osądu. Właśnie tak ofiary czują się skrzywdzone.

Podobnie jak niektóre choroby, zło działa w człowieku i trudno powiedzieć, dlaczego się objawia. Szukanie przyczyn jest równoznaczne ze znalezieniem kozłów ofiarnych. Dzieciństwo i społeczeństwo, między innymi, są wskazywane jako główni winowajcy. Tymczasem społeczeństwo jedynie ujawnia to, co drzemie w nim uśpione. Nie zapominajmy też, że społeczeństwo osądza samo siebie, co często odbierane jest jako niewypowiedziana uraza. Uznając społeczeństwo za źródło problemu, łatwo jest projektować na nie wszelkiego rodzaju fantazje. Ludzie nieustannie dźwigają ciężar możliwości i właśnie to ich obciąża: odnajdują swoją wolność w możliwościach, w wyborach, których dokonują, kształtując swoje życie. Nikt nie decyduje za nich. Sugerowanie, że społeczeństwo może na nich wpływać, jest ideologią. Społeczeństwo nie jest winne. To jednostki wybierają łatwą drogę. I właśnie tutaj dochodzi do reductio ab absurdum. Nasza epoka tak bardzo je lubi. Ponieważ dobro jest zbyt odległe, zbyt odległe, zbyt nieosiągalne, dobro jako wartość zostaje zastąpione etykietami, figowym listkiem dla moralizmu, pozwalającym nam znaleźć pokrewieństwo w panującym humanizmie, tym hybrydycznym schronieniu skrywającym całą nędzę czasów: rasizm reprezentuje tę nową standardową wartość, tak prostą, tak gładką, tak łatwą do opisania. Nie ma nic wspólnego z dobrem, którego atonalność była irytująca. Rasizm jest namacalny. Niestety, opisując rasizm, a raczej rasistę, zaledwie muskamy powierzchnię zła. Usuwając dobro z naszego słownika, pomijając głębię tego, co zmuszało nas ono do uchwycenia, zło stało się powszechne. I właśnie tego chciało. Nie ma już świętych, są tylko ludzie dryfujący tu i tam, rozdający drobne układy między przyjaciółmi, drobne układy z życiem. Od końca średniowiecza trwa nieustanna pogoń za zastąpieniem transcendencji tym, co immanentne. Wszelkie próby zaradzenia temu zostały udaremnione.

Starożytność uczyła nas, że zło może zrodzić się z dobra. Starożytność nazywała ten proces tragedią. Zło może zrodzić się z dobra, to prawda. Ale co z sytuacją odwrotną? Przypomnijmy fakty: Marcial Maciel spotyka diabła, postanawia działać w szatach kapłańskich (co dowodzi, że nie jest chory), brutalnie traktuje, gwałci, porywa mężczyzn, kobiety i dzieci; nie sposób dokładnie policzyć jego ofiar. Każdy, kto był przytomny w obecności Maciela, musiał czuć krople potu na skórze. Gdyby wiedział. A diabeł doskonale wmawia nam, że wiemy, kiedy zapominamy o tym, co najważniejsze. Diabeł jest dramaturgiem. Wiara w świętość to wiara w diabła. To wiara w to, że istnieje życie przed złem i że istnieje życie po złu. Twierdzenie, że dobro powstaje ze zła, twierdzenie, że zło powstaje z dobra, to przyznanie się do odwiecznej walki w ludzkości. Przyznanie się do tego agonii to uznanie, że człowieka ocenia się zarówno po owocach, jak i po korzeniach.

Straszne jest przyznać, że Marcial Maciel, ten człowiek, który zbezcześcił wszystko w swoim życiu, który zbezcześcił komunię, habit, urząd, którego dusza się rozdęła, jest zatem trudno, żeby nie powiedzieć strasznie, przyznać, że Legion Chrystusa odniósł sukces. Ponieważ diabeł, jak zwykle, stanął przed ogromnym zadaniem, stanął twarzą w twarz z Duchem Świętym, który nigdy nie przestaje tchnąć życia w płomienie i który zazielenił pąki na karmazynowo z powodu bliskości Piekła. Diabeł wygrywa tylko wtedy, gdy życie zostanie zgaszone. Duch Święty nigdy nie przestaje podsycać żaru życia. Niech życie zgaśnie, a Książę tego świata zwycięży. W ten sposób zwycięży w zemście. W ten sposób stłumienie Legionu Chrystusa, poddanie go rewizji, by potępić i ukamienować, byłoby na rękę złemu. Wręcz przeciwnie, każdy nowy odłam Legionu Chrystusa zjadliwie odpowiada na hańbę zła. Bo życie trwa.


Dowiedz się więcej o Against the Robots

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.



Dodaj komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się więcej o tym, jak przetwarzane są dane z Twoich komentarzy .

Dowiedz się więcej o Against the Robots

Zapisz się, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do całego archiwum.

Czytaj dalej