Przeciwko robotom

Dziennik podróży Emmanuela Di Rossettiego


W sercu ciemności życie

Drzewo Życia

Po obejrzeniu „Drzewa życia” długo powstrzymywałem się od pisania o tym filmie. Zderzyły się we mnie dwie siły. Urzeczony poetyką filmu, stanem błogości, w którym byłem zanurzony, bałem się zakłócić jego powierzchnię. Tak bardzo pochłonęła mnie tajemnica filmu, że nie rozumiałem negatywnych reakcji i nie byłem zdolny do krytycznego myślenia . „Drzewo życia” jest oparte na biblijnej księdze „Księdze Hioba”. Ta ponura księga mówi o życiu i relacji ludzkości z Bogiem. Temat ten pojawia się w wielu księgach Biblii. Księga Hioba rozpoczyna się jednak dialogiem między Bogiem a Szatanem, który igra z ludzkością. Wrażenie, jakie pozostawia ten dialog otwierający, jest dziwne. Oczywiście, początkowy dialog nie pochodzi z tego samego okresu, co główna narracja. Właściwie nie ma to znaczenia; wrażenie, jakie pozostawia, powtarza się w całej książce. Jak Bóg mógłby igrać ze swoim ukochanym stworzeniem? Pochopne zakończenie ujawnia nieprawdopodobność sytuacji. Prawdę mówiąc, po usunięciu zewnętrznej warstwy, Księga Hioba odsłania sedno relacji między Bogiem a ludzkością. Film Terrence'a Malicka „Drzewo życia” podziela tę samą ambicję.

Czym jest życie? Nasza epoka używa wyrażenia „wolność jednostki”, oznaczającego przyjemność, aby wyjaśnić życie. Nasza epoka zna liczne techniki rozkładania życia na czynniki pierwsze przedtem , a co potem. Eliminują narodziny i śmierć, i zapewniają sobie czyste sumienie w obliczu zła. Ci ludzie są nędzni. Czeka ich nędza. Niech zło ich uderzy, a niezrozumienie, pustka, nicość ich pochłonie. Niech ich unicestwi. Ale ci ludzie mają wymówkę, że nie wiedzą; materializm zamknął ich serca przed Bogiem. Co mamy myśleć o wierzącym, który polega na technologii, aby uzyskać pewność? Co mamy myśleć o wierzących, którzy niestrudzenie szukają schronienia w technice, technice myślenia, że ​​zostaną oszczędzeni, ponieważ ich postępowanie na to pozwala? Uważać, że istnieje logika świata, logika Boga, i zakładać, że ta logika jest zrozumiała dla człowieka, to technika odwetu, która, podobnie jak technika przyjemności, jest środkiem, ale nie celem.

Księga Hioba – nowe spojrzenie

„Drzewo życia” to wizualna interpretacja „Księgi Hioba”. Początkowe dwadzieścia minut filmu ukazuje kobietę na dwóch różnych etapach jej życia: dziesięcioletnią dziewczynkę, która budzi się do piękna świata, pocieszona ramieniem ojca, obcuje z naturą, niewinnie rozmawia z niewinnie, ratuje zagubione owce – jesteśmy w Raju przed Upadkiem. A potem, jako dorosła, bawiąca się z dziećmi, szczęśliwa i zadowolona matka, której nagrodą jest pocieszenie, i nagle – bo nagłość zawsze jest czynnikiem zła – gdy dowiaduje się, że nigdy więcej nie zobaczy syna. Rodzic, który dowiaduje się o śmierci swojego dziecka, niezależnie od tego, czy było religijne, czy nie, początkowo myśli, że nigdy więcej go nie zobaczy. Odczuwany ból jest nieziemski. Terrence Malick wciąga nas w ten ból. W samo sedno tego bólu. Kiedy matka otrzymuje list z informacją o śmierci syna, właśnie wyrecytowała lekcję harmonijnego życia, której nauczyła się w szkole: „Siostry powiedziały nam, że w życiu są dwie ścieżki: ścieżka natury i ścieżka łaski. Musicie wybrać, którą pójdziecie”. Dziewczynka, a za jej pośrednictwem siostry, potajemnie wzywając świętego Pawła i „O naśladowaniu Chrystusa”, intonują ścieżkę uporządkowanego życia: „Łaska nie szuka własnego zysku. Akceptuje bycie ignorowaną, zapomnianą, niekochaną. Akceptuje zniewagi i krzywdę. Natura szuka tylko własnego zysku. Natura narzuca swoją wolę. Lubi dominować, działać według własnego uznania. Znajduje powody do cierpienia, podczas gdy świat wokół niej promieniuje, a miłość uśmiecha się we wszystkim”. Według Sióstr: „Ścieżki łaski nigdy nie prowadzą do nieszczęścia”. A matka, pani O'Brien, grana intensywnie przez Jessicę Chastain, w końcu przywołuje to szczęście tymi słowami, własnymi słowami: „Będę Ci wierna… Bez względu na wszystko”. Tak, ale rzecz w tym, że łatwo jest wypowiedzieć te słowa przed wydarzeniem. Łatwo jest wypowiedzieć te słowa przed złem. Przed złem wszystko jest łatwe, bo jesteśmy na świecie, w naszym świecie z jego łatwo rozpoznawalnymi cechami, a technologia nas chroni. Ale życie to nie bajka. W życiu nie da się zamknąć oczu, powiedzieć sobie, że ten list nigdy nie dotarł, powtórzyć sobie, że wybrało się drogę łaski i że nigdy nie prowadzi ona do nieszczęścia. „Będę Ci wierna… Bez względu na wszystko”. Kiedy wypowiada to zdanie, pani O'Brien nie wie, że jest blisko Piotra, mówiącego do Chrystusa: „Nawet jeśli wszyscy padną, ja nie! […] Nawet jeśli umrę z Tobą, nie, nie zaprę się Ciebie”. „(Mk 14,29-32). Pierwsze pęknięcie, zasadnicze pęknięcie filmu, następuje wraz ze śmiercią syna. Czujemy narastający gniew. Wobec rodziców i przyjaciół, z tym potokiem słów, które nie mają sensu dla nikogo, kto dotknął zła . „Jest teraz w rękach Boga” (— Jakby nie był zawsze). „Z czasem twój smutek minie, nawet jeśli trudno ci się do tego przyznać”. (— Chcę umrzeć, być z Nim). „Bóg zsyła muchy na rany, które powinien leczyć”. (— Co z tego zyskałeś?). Jedna ludzka cecha łączy wszystkie objawienia zła na świecie: niesprawiedliwość. Terrence Malick niczego nie wyjaśnia. Nie analizuje. Nie osądza. Pokazał nam koniec świata z bólem uderzającym w serce rodziny. Gniew, który narasta jako pierwsza reakcja na niesprawiedliwość. Krzyk wściekłości i nienawiści do wszystkiego, co nie jest tym bólem. Do wszystkiego, co nie rozumie Albo przyjąć ten ból. Jednak nikt nie może przyjąć zła poza tym, kto go doświadcza. W wizji Malicka to moment, by przypomnieć sobie tę frazę Boga, która otwiera film i rozpoczyna dialog z Bogiem w „Księdze Hioba”:

„Gdzie byłeś, gdy zakładałem fundamenty ziemi?... Gdy gwiazdy poranne radośnie śpiewały, a wszyscy synowie Boży wykrzykiwali z radości?”4

Malick podejmuje wtedy śmiałe ryzyko. Niektórzy wybitni amerykańscy dziennikarze porównywali Terrence'a Malicka do Hermana Melville'a, ale ci dziennikarze mają szczęście cieszyć się znacznie większą swobodą niż ich francuscy odpowiednicy. Terrence Malick jest jednym z tych nielicznych współczesnych artystów, którzy nie oferują wizji narzuconego sobie zamknięcia, wizji metody, która utknęła w pułapce i szuka użalania się nad sobą; Terrence Malick szuka wolności i ją sobie rości. Postanawia, że ​​nadszedł czas, by przyjrzeć się światu. A raczej, by przyjrzeć się stworzeniu. Życie musi zostać poddane przeglądowi, a „Drzewo Życia” jest emanacją tej idei. Amerykański reżyser postanawia więc pokazać nam moment Stworzenia. Ten moment, tu i teraz, gdy „gwiazdy poranne wybuchają pieśnią, a wszyscy synowie Boży wołają z radości”. Alfa. Przez około piętnaście minut, poprzez symfonię obrazów i muzyki, Malick zabiera nas w podróż od początku świata do początków rodziny O'Brienów. Alfa rodziny, jak alfa świata. Terrence Malick postanawia pokazać wszystko. To nie ambicja, to teofania. Jak Księga Hioba. Terrence Malick filmuje ogromny kalejdoskop dzieciństwa; zbiera wszystkie te fragmenty życia i komponuje witraże. Życie jest cudem. Pierwszy syn, Jack, jest Adamem w swoim raju. Ale bardzo szybko zbierają się chmury. Rodzi się drugi syn. Jack nie jest już sam. Czuje, że nie jest już tak kochany. Chce mieć matkę tylko dla siebie, tak jak przed wydarzeniem: narodzinami brata. Zazdrość szybko pojawia się w relacjach międzyludzkich. A Terrence Malick filmuje wszystkie te chwile, tę wolność, tę intensywność dziecięcej radości. I tu znów, niewielu filmom udało się uchwycić trudności dorastania dziecka. Jack jest jednym z tych dzieci, które nie potrafią znaleźć swojego miejsca w rodzinie, w świecie. Życie zawsze wydaje mu się albo za duże, albo za małe. Walczy o przetrwanie. Spacerując z matką po mieście, Jack i jego brat są świadkami ubóstwa: przestępców złapanych przez policję, niepełnosprawnych, alkoholików. Jedno z dzieci zadaje naturalne pytanie: „Czy to może się przytrafić każdemu?”. A ich matka, niczym anioł, ale ziemski, poddany prawom świata, każe mu milczeć. Zazdrość budzi się. „Nie ściągajmy na siebie złego spojrzenia”. I nie odpowiada. Postanowiła podążać ścieżką łaski – można by rzec, sądząc po filmie, że podąża ścieżką łaski doskonale, skrupulatnie i z upodobaniem, ale przestrzega ziemskich praw. Wyznaje filozofię odwetu. Filozofię pocieszenia. Filozofia jest skuteczna w świecie, dopóki zło nie ingeruje w ten świat.

Bezskuteczność technologii w walce ze złem

Akcja „Drzewa Życia” rozgrywa się w latach 50. XX wieku w Waco w Teksasie. Dzieciństwo rozwija się tak samo, jak od zarania dziejów. Dzieciństwo ma swój własny świat, niedostępny dla dorosłych, gdzie transgresja stanowi najbardziej niezwykłą przygodę. Jednak bardzo szybko dzieciństwo nękają pytania: „Kim jestem?”, „Co mam robić na tym świecie?”. Relacja z Bogiem jest budowana poprzez pytania. Pytania stanowią fundament. Śledząc relację ojca z synem, odkrywamy, że z tych pytań wyłaniają się pewniki; pewniki prawdziwe lub fałszywe, ale pewniki umacniają; stanowią fundament charakteru. Polityka odwetu to pewnik często wykorzystywany przez dorosłych wobec dzieci. Pozwala im wyjaśnić to, co niewytłumaczalne. Przede wszystkim ukierunkowuje to, co niewytłumaczalne, aby stało się racjonalne. Wyjaśniać znaczy kontrolować. Kiedy Hiob zostaje uderzony przez Boga, kiedy traci wszystko, co ma – rodzinę, majątek, zdrowie – trzech przyjaciół przychodzi go odwiedzić i jeden po drugim wygłasza mu kazania. Trzej przyjaciele przychodzą, by wyjaśnić mu, czego nie wie o sobie i swoim życiu. Przychodzą, by powiedzieć mu, że popełnił błąd, że zdaje się tego nie dostrzegać i że jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy, jest tym bardziej winny. Krótko mówiąc, przytłaczają go. Hiob, ich przyjaciel, nie może zostać potępiony bez popełnienia błędu, a jedynie jego ignorancja go zaślepia, sprawiając, że wierzy, iż jest niewinny wszelkich przestępstw. Czyż nie spotkaliśmy nigdy takich przyjaciół, którzy wiedzą lepiej niż my, co się z nami dzieje? Ile rozmów z przyjaciółmi prowadzi donikąd w ten sposób? Kiedy niezrozumienie króluje, kiedy w głębi duszy wiemy, że wydarzenie, które się dzieje, rozpoczyna nową przygodę, a ci przyjaciele głoszą prawdy z innej epoki, całkowicie oddalając się od intensywności naszego nowego świata , gdy tylko Hiob zostaje uderzony przez Boga, wie, że to Bóg go uderza. Pytanie staje się bardziej subtelne. Nie: „Dlaczego świat, a nie nic?” w stylu Heideggera czy Leibniza, ale: „Dlaczego zło na świecie?” Od dzieciństwa świat się rozpada, a pytań jest mnóstwo. „Dlaczego ludzie umierają?”, „Dlaczego ludzie cierpią?”. Pytań jest zawsze więcej i przede wszystkim bardziej kuszących niż odpowiedzi. Ale w świecie dorosłych liczą się tylko odpowiedzi. Odpowiedzi wyrażają moc. Czas się cofa w porównaniu z dzieciństwem. W świecie dorosłych ci, którzy zadają zbyt wiele pytań, zwłaszcza w obliczu nieszczęścia, które ich spotyka, zachowują się, jakby byli przeklęci. Każda forma przekleństwa lub zdarzenia, cokolwiek, co można tak zinterpretować, budzi zazdrość. Trzej przyjaciele Hioba spędzają z nim czas, pouczając go i nie słuchając jego pytań, aby nie naruszały jego prywatności. I nie naruszają jego prywatności, ponieważ się boją, są przerażeni, bo i oni ryzykowaliby taką samą karę jak ich przyjaciel. Izolują się od Hioba, rozmawiając z nim, zamykając się w swojej pewności siebie i pozostając głusi na cierpienie przyjaciela. Ich odpowiedzi służą do oddzielenia dyskusji, ponieważ Hiob jest wykluczony. Hiob cierpi z powodu głębokiego bólu. Nosi go w sobie od samego początku historii. Jego ból okazuje się uzasadniony. Hiob wie, że Bóg go karze. Bóg jest dobry. Hiob jest dobry i przestrzega Prawa. Dlaczego dobry Bóg miałby karać dobrego człowieka, który przestrzega Jego Prawa? Ból Hioba wynika z tego pytania. Z tej pozornej niespójności.

„Bez miłości życie mija jak błyskawica.”

Lęk wynika z niezrozumienia. Jack, najstarszy syn O'Brienów, jest dręczony lękiem, bardzo wcześnie i bardzo szybko. Od momentu narodzin jego brata (na szczególną uwagę zasługuje gra młodego Huntera McCrakena – te amerykańskie dzieci mają niesamowitą skłonność do wcielania się w fikcyjne role, jakby byli doświadczonymi aktorami), mury są zawsze zbyt blisko niego. Zawsze jest otoczony, odgrodzony, uwięziony. Zawsze czuje się uwięziony przez siebie, przez ojca, matkę, braci lub przez własne czyny. „Niemożność zapomnienia prawdy – to jest właśnie pierwsza cecha lęku”. 6 Ale prawda to to, co znosimy, coś narzuconego nam i nad czym nie mamy kontroli. „Nie mogę robić tego, co chcę. To, czego nienawidzę, robię”. Jack nie zna drogi do łaski. Nie rozumie jej, a raczej wie, przeczuwa, że ​​odpowiedź leży głębiej niż ten prosty wybór między łaską a naturą. Czuje, że istnieje coś subtelniejszego niż te dwie ścieżki. Te dwie ścieżki są z tego świata. Te dwie ścieżki są techniką. Jak każdą technikę, nie należy ich umniejszać, lecz umieścić na właściwym miejscu. To, co uderza w tę rodzinę, czyli Hioba – strata brata lub syna, utrata wszelkiego mienia – jest złem. Zło jest klejnotem. Nie jest z tego świata. Pochodzi zatem z innego świata. Ale interweniuje w naszym świecie. Przywołuje nas i oszałamia. Jest rada rodziny, przyjaciół pani O'Brien lub przyjaciół Hioba, ale jest – i tak świat zaczyna interpretować interwencję zła – nieobecność Boga. Odpłata to obecność Boga; zło to jego nieobecność. Więc kiedy ojciec zostaje zwolniony, cały jego świat, całe jego pojęcie świata, rozpada się. Jest nieszczęśliwy. „Jestem niczym. Spójrz na całą chwałę wokół nas. Drzewa, ptaki… Byłem niegodny. Splamiłem wszystko, nawet nie widząc tej chwały. Co za idiota. Nigdy nie opuszczałem pracy. Zawsze dawałem na kościół…” Nagroda jest z tego świata, a zło nie. Nagroda i wszystkie jej pochwały są jedynie techniczne. Podobnie jak współczesny świat, technologia może stać się źródłem niepokoju, nawet gdy jest traktowana jako cel sam w sobie. Źródłem niepokoju i gwałtownym pędem. Bernanos wyraźnie widział, że technologia oddala się od swojego celu jak rzeka od swojego biegu. Z czasem to się tylko pogorszyło. Ale to człowiek ją wspiera, porwany siłą, którą odczuwa w ujarzmianiu technologii. Wrażenie siły jest dość względne, ponieważ człowiek częściej jest kontrolowany przez technologię . Ta technologia nie pozostawia miejsca na życie wewnętrzne. Odpowiedź pani O’Brien w filmie brzmi: „Jedynym sposobem na szczęście jest miłość. Bez miłości życie mija błyskawicznie”.

Każda przemiana to wielki wybuch. Hiob doskonale wie, że ma rację wobec swoich przyjaciół. Jego stwórca, którego zawsze wielbił i któremu służył, od którego miał prawo oczekiwać nagrody i który dał mu ją poprzez materialne życie ponad wszelką potrzebę, karze go w samym jego bycie 8 </sup> Księga Hioba jest również historią wybrania. „Ach! Obyś się udusił! Raczej śmierć niż moje boleści?” woła Hiob (7:15). A pani O'Brien po cichu wyraża podobne uczucia po dowiedzeniu się o śmierci syna. Więc Hiob cierpiałby na darmo. Pani O'Brien również. Więc bylibyśmy niczym więcej niż słomkami zmiecionymi przez Boga? Trochę jak w starożytności z tymi bogami, którzy dysponowali ludźmi według własnego uznania i którzy często byli bardziej ludzcy niż ludzie. Czy zło ma znaczenie? „Czy jest jakieś oszustwo w warstwie Wszechświata?” jak mówi ksiądz w filmie podczas swojej homilii . <sup>9

Terrence Malick podążał za „Księgą Hioba” krok po kroku, nasycając ją obrazami swojego amerykańskiego dzieciństwa. Pani O'Brien poświęca czas filmowi, aby zrozumieć, podobnie jak Hiob, że zło – to zło, które pochodzi od Boga lub którego Bóg nie odmówił swoim stworzeniom – ma sens; poprzez spotkanie ze złem, przywraca On swoim stworzeniom ich istotę: uczestnictwo w dobru. Nie da się usłyszeć tego stwierdzenia bez uznania zła. Bóg popchnął Hioba na skraj szaleństwa, odbierając mu wszystko, co posiadał, aby mógł stać się świadomy, aby mógł na nowo odkryć wiarę swoich korzeni. Hiob wierzył, że ma wiarę przed tym wydarzeniem. Oszukiwał samego siebie. Miał halucynacje co do swojej wiary. W tych próbach zobaczył ją twarzą w twarz. W sercu ciemności, w samym sercu zła, dociera do serca życia. Żadna inna podróż nie mogła być tak budująca. „Drzewo Życia” kończy się ostatnimi słowami pani O’Brien, zanurzonymi w czasoprzestrzennej procesji, która nieuchronnie przywołuje na myśl obcowanie świętych: „Oddaję go Tobie. Oddaję Ci mojego syna”. Odkrywa ostateczne rozwiązanie swojego smutku: nawrócenie.

Scenariusz i reżyseria: Terrence Malick; zdjęcia: Emmanuel Lubezki; montaż: Hank Corwin, Jay Rabinowitz, Daniel Rezende, Billy Weber i Mark Yoshikawa; muzyka: Alexandre Desplat; produkcja: Jack Fisk; kostiumy: Jacqueline West; produkcja: Sarah Green, Bill Pohlad, Brad Pitt, Dede Gardner i Grant Hill; Fox Searchlight Pictures. Czas trwania: 2 godziny 18 minut.

WYSTĘPUJĄ: Brad Pitt (Pan O'Brien), Sean Penn (Jack), Jessica Chastain (Pani O'Brien), Fiona Shaw (Babcia), Irene Bedard (Posłaniec), Jessica Fuselier (Przewodniczka), Hunter McCracken (Młody Jack), Laramie Eppler (RL) i Tye Sheridan (Steve).

  1. Krótko po premierze filmu byłem w restauracji z dwoma przyjaciółmi, a przy sąsiednim stoliku rozmawiało o nim dwóch młodych mężczyzn. Jeden z nich zapytał drugiego: „Widziałeś »Drzewo Życia«?”. Drugi zrobił pytającą minę, nie odpowiadając. Pierwszy kontynuował: „Tak, oczywiście, film jest irytujący ze względu na manicheizm, ale czy widziałeś ruchy kamery Malicka?”. Nienawiść do Boga? Nienawiść do religii? Nienawiść do chrześcijaństwa w ogóle, a do wiary katolickiej w szczególności? Na czym polega manicheizm w »Drzewie Życia«? Czy młody mężczyzna nie sugerował, że film jest manicheistyczny, ponieważ traktuje o Bogu? I szczerze mówiąc, myślę, że temu młodemu mężczyźnie „Drzewo Życia” podobało się bardziej, niż był gotów przyznać, ale bał się, że wyjdzie na religijnego w obecności przyjaciela.

    Na szczęście, ruchy kamery pozwoliły nam na ponowne zwrócenie uwagi na tę technikę i… uspokojenie nas.

    Podobnie jest z oświeconym amatorem, takim jak ten, którego słyszałem w Radio France, który twierdzi: „Przestałem śledzić twórczość Malicka piętnaście lat temu”. Ten, pod pozorem świadomego kinomana, jest otwarcie bojownikiem nienawiści do Boga.

  2. Porównanie Stanleya Kubricka i Terrence'a Malicka często powraca. Ich wizja, ambicja, by nakreślić mapę świata i jego genezę, a także umieścić ludzkość w centrum stworzenia lub zademonstrować hegemonię technologii, sprawiają, że porównanie to ma sens. Jednak podczas gdy Stanley Kubrick nie znajdował rozwiązań poza światem i polegał na technologii, by rozwiązywać problemy, lub na cynizmie, by o nich zapomnieć, Malick oferuje rozwiązania poza światem, a w swoich filmach ludzkość zawsze ma moc kształtowania świata jako dobroczyńca.
  3. A ten głos pani O'Brien, której cierpienia nie da się usłyszeć, a tym bardziej wyjaśnić za pomocą gotowych fraz, odsłania przed nami wielką wewnętrzną ciszę, w którą pogrąża się człowiek dotknięty złem.
  4. Czwarta mowa jest pochwałą piękna. Mowa Jahwe jest również pochwałą boskiej mocy. Tylko Bóg jest potężny. Tylko Bóg może poszczycić się jakąkolwiek mocą. Co głębsze, nie ma mocy poza Bogiem. To nawet nawiązuje do mowy otwierającej księgę, w której Szatan nie może uczynić niczego, na co Bóg nie zezwoli.

    „Pan odpowiedział Hiobowi spośród burzy i rzekł:

    Kim jest ta osoba, która psuje mi plany?

    przez bezsensowne uwagi?

    Przepasz swe biodra jak mąż odważny,

    Będę cię pytał, a ty będziesz mnie pouczał.

    Gdzie byłeś, kiedy zakładałem ziemię?

    Mów, jeśli twoja wiedza jest oświecona.

    Czy wiesz, kto ustalił te środki?

    lub kto rozciągnął linę przez nią?

    Na jakim podłożu są osadzone jego podstawy?

    Kto położył kamień węgielny,

    pośród radosnego koncertu gwiazd porannych i jednomyślnych okrzyków Synów Bożych?

    Kto zamknął morze dwoma drzwiami,

    gdy wyszła z łona, podskakując;

    kiedy nałożyłem na nią chmurę ubrań

    i uczyniła z ciemnych chmur pieluszki:

    kiedy wytyczyłem jej granicę

    A gdzie umieścić drzwi i je zamknąć?

    „Nie pójdziesz dalej” – powiedziałem mu

    "Tutaj zostanie rozbita duma twoich fal!"

    Czy kiedykolwiek w życiu składałeś zamówienie rano?

    Przydzielony świtowi na swoje stanowisko,

    aby mogła chwycić ziemię za krawędzie

    I wstrząsa złymi facetami?

    (Przekład Biblii Jerozolimskiej. Hioba 38:1-14)

  5. Niniejszy artykuł w dużej mierze opiera się na poruszającej książce Philippe’a Nemo „Hiob i nadmiar zła” (Albin Michel, 1999). „To, co naprawdę charakteryzuje zło, to to, że spokojna mowa i swobodne zadawanie pytań o byt stają się niemożliwe. Ten, kto wpada w otchłań, nie jest wolny; nie może „stłumić skargi”, „przybrać pogodnej twarzy” ani obiektywnie rozmyślać o świecie. Z pewnością może się zdarzyć, że osoba, która cierpiała, ozdrowieje, powróci na stabilny grunt świata i powie: „Co mi się stało? Nic takiego!”. Ale dzieje się tak dlatego, że zło już się wycofało i uczyni to samo z siebie. Niezależnie od tego, czy zło nadejdzie, czy ustąpi, ma inicjatywę. Dlatego kiedy mówimy o złu pokonanym przez ludzką inicjatywę, nie mówimy o złu”. Mówimy o zakłopotaniu, trudnościach, ludzkim cierpieniu, a przeciwnie – o wysiłku, heroizmie i cierpliwości. Jednakże po namyśle okazuje się, że ostatecznie przywołuje to poczucie szczęścia u ludzi i zakłada, że ​​problem, którym pragnie zająć się Hiob, został rozwiązany.

    Problem ten pojawia się tylko dlatego, że w pewnych momentach, na przykład w czasie udręki, świat zdaje się odmawiać człowiekowi nie tylko swoich przysług czy współpracy, ale nawet pomocy ze strony swojej wrogości. Odmawia walki, nie chcąc zaoferować wsparcia w postaci swojej surowości, z którą surowość człowieka zostałaby wystawiona na próbę w heroicznym boju. Wiemy, że w najbardziej zaciętych bitwach człowiek, pokonany czy triumfujący, w każdym przypadku wychodzi zwycięsko, ponieważ poprzez walkę przynajmniej potwierdza wartość swojego istnienia, swoich myśli, swojego osądu i zapewnia sobie formę trwałości. Aby jednak tak się stało, walka powinna być pewna w każdych okolicznościach. W udręce Hioba, wręcz przeciwnie – której niezwykła natura służy jedynie do wyraźniejszego ukazania samej natury zła w każdym cierpieniu – ta gwarancja znika. Świat się wycofuje, otwierając swoim odwrotem kryzys pozbawiony wspólnych punktów odniesienia i zasobów, kryzys, który wymaga innej reakcji. (s. 42)

  6. „Ponieważ wiemy, że koniec życia jest bliski, a dokładniej, ponieważ proces, który niewidzialnie prowadzi każdą żywą istotę do śmierci, nagle stał się widoczny (jest to choroba Hioba, czyli uwolnienie potępienia niegodziwych), to nawet jeśli do przeżycia pozostaje długi lub niepewny czas, jest on postrzegany jako krótki. To czas wytchnienia. Ponieważ koniec jest teraz rozważany, jest on już obecny, nawet jeśli jest odległy w przyszłości. Tym, co charakteryzuje opisany tu stan subiektywny, jest możliwość zapomnienia prawdy, która nie tylko zaczęła być prawdziwa, ale właśnie wyłoniła się z uśpienia, w którym normalnie przebywa. Czas „normalny” staje się zatem czasem niedostępnym, czasem wcześniejszym, czasem nieodwracalnym, nieodwracalnym. Niemożność zapomnienia prawdy jest w istocie pierwszą cechą udręki”. Co więcej, myślenie zgodne z prawdą zostanie wyraźnie określone jako przyczyna udręki: „im więcej o tym myślę, tym bardziej mnie to przeraża” (23, 15; 21, 6)
  7. Pamiętamy w sztuce Byrona dialog między Kainem a Szatanem: Kain: — Czy jesteś szczęśliwy? Szatan odpowiada: — Jestem potężny!
  8. „Choć prawdą jest, że cierpienie ma sens jako kara, gdy jest związane z grzechem, nie jest prawdą, wręcz przeciwnie, że wszelkie cierpienie jest konsekwencją grzechu i ma charakter karzący”. „Chrześcijański sens cierpienia”. List Apostolski Salvifici doloris Jego Świątobliwości Jana Pawła II
  9. „Czy nastąpiło zakłócenie porządku wszechświata?”

Dowiedz się więcej o Against the Robots

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.



Dodaj komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się więcej o tym, jak przetwarzane są dane z Twoich komentarzy .

Dowiedz się więcej o Against the Robots

Zapisz się, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do całego archiwum.

Czytaj dalej