Przeciwko robotom

Dziennik podróży Emmanuela Di Rossettiego


Piana życia

https://unsplash.com/fr/@planetvolumes

„Nie zrozumiemy absolutnie nic o współczesnej cywilizacji, jeśli najpierw nie przyznamy, że jest ona powszechnym spiskiem przeciwko wszelkim formom życia wewnętrznego” – napisał Georges Bernanos w 1946 roku w swoim przełomowym dziele „Francja przeciwko robotom”. Fraza ta była powtarzana tak często, że stała się mantrą. Osiemdziesiąt lat po publikacji książki nic nie straciła na aktualności. Kwestionuje ona nasz styl życia, ponieważ podczas gdy widzimy, jak różne formy życia wewnętrznego zanikają, przytłoczone przez technonaukę, która rości sobie wszelkie prawa do wszelkiego życia, trudno jest stwierdzić, co napędza ten proces i czyni go nieuniknionym. A zatem? Czy nadal możemy szukać schronienia w życiu wewnętrznym, buntować się przeciwko temu światu, który kocha tylko zewnętrzność i jego orszak emocji doprowadzonych do skrajności, i który zniekształca życie, czyniąc je wszystkim podobnym i widmowym?

W dzisiejszych czasach życie rozsypuje się na emocje. To one są najważniejsze. Emocje rządzą światem. Musimy pozwolić im się rozwinąć, czekać na nie, nosić je w sobie, rozumieć, czynić je naszymi, szanować je i dawać im wolną rękę. Żyjemy w królestwie emocji, które narzucają się jako jedyna prawda o człowieku. Eksperci, tak wszechobecni w dzisiejszych czasach, zachęcają nas do podążania w tym kierunku. „To dla ciebie dobre! Musisz uwolnić się z tych łańcuchów! Musisz znaleźć spokój pośród burz, które cię dręczą, pozwól swoim emocjom się wyrazić…”. W dzisiejszych czasach powszechne jest dostrzeganie jedynie symptomów, bez stawiania trafnych diagnoz. Dotyka to cechy społeczeństw wyczerpanych, zmęczonych sobą, które nigdy nie będą wiedziały, jak się zreformować, które nie potrafią już kwestionować samych siebie. To zaprowadziłoby je o wiele za daleko. Obniżają poprzeczkę, bo brakuje im odwagi. Znaki oświeciły nas w tym kierunku; musieliśmy się dostosować: święci już nie istnieli! Czy kiedykolwiek naprawdę istnieli? Ludzie oddani wartościom, wykształceni, uczciwi (sama wzmianka o nich wywołuje uśmiech w burżuazyjno-cygańskim tłumie ) również grzeszyli. Rzucili się na zwłoki uczciwego człowieka. Znaleźli takich, którzy nie byli uczciwi, więc doszli do wniosku, że uczciwość jest bezwartościowa, ponieważ nie można już być uczciwym, a przynajmniej być mniej uczciwym, a także, że ten przykład może tylko wprowadzić ludzi w błąd. Wzorowe zachowanie, na pręgierz! Z tych wszystkich powodów postanowiono, że nakazy edukacji i przyzwoitości muszą zostać odrzucone… To utorowało drogę obojętności, indywidualizmowi i komunitaryzmowi… Nauczyciel lat 70. wiedział o tym: jeśli w jego klasie był uczeń niesforny, należało go powstrzymać, ponieważ wpływał na innych. To, co widzimy jako dzieci, kształtuje nas. Wszyscy znamy ludzi, którzy robili na nas wrażenie, gdy byliśmy młodzi. Ponieważ odważyli się na więcej niż my, ponieważ mówili głośniej, przebywanie w ich towarzystwie dawało nam poczucie wolności. Pozwalamy, by kierowały nami emocje, które wydawały nam się najsilniejszymi wyznacznikami naszego wewnętrznego „ja”, i znosimy swego rodzaju uzależnienie od tych ludzi, którzy nas olśniewają, którzy pozwalają sobie na to, czego nie potrafiliśmy sobie wyobrazić… Zły przykład zanieczyszcza stado. To, co widzimy, nas tworzy. Claudel mówił o „słuchającym oku”. Wszystkie zmysły są w stanie najwyższej gotowości w świecie, który daje im wolną rękę. Nasze zmysły rozpaczliwie poszukują sensu! Nasza wiara kruszy się, nasz świat, nasz wszechświat grzęźnie w bagnie. Zaczynamy wierzyć w niemożliwe. Trwamy w błędzie, trwamy w swoistym romantyzmie, gdy emocje dławią duszę, a dusze wołają o swoją samotność w ogłuszającej ciszy.

https://unsplash.com/fr/@sseeker

Co przewidział Georges Bernanos, pisząc swój proroczy esej i to straszne zdanie, oskarżające współczesny świat o spisek mający na celu wykorzenienie życia wewnętrznego? Co autor miał na myśli mówiąc o „życiu wewnętrznym”? Ciszę, bez wątpienia. Wolność, również jego totem. Wszystko, co sprzeciwia się często bezsensownemu zgiełkowi otaczającego świata. Bernanos przywołuje intymny i cenny świat, w którym natura i kultura uszlachetniają i wyostrzają wyjątkowość każdego człowieka. Nie chodzi o ograniczanie emocji, które otwierają drzwi duszy, a pozbawienie się ich pozbawiłoby nas części naszego człowieczeństwa. W przeszłości edukacja uczyła nas filtrować emocje i odkrywać te, które były wartościowe, te, które wzmacniały duszę i pozwalały jej spotykać się z innymi duszami. Wszystko tam się mieściło: poznanie siebie, aby lepiej poznać innych. „Tak więc, uprzejmość zawiera trzy rodzaje elementów, które nie omieszkałeś rozróżnić: konwencje, które należy znać i szanować wyłącznie w imię zwyczaju; konwencje psychologiczne oparte na naszych naturalnych odczuciach i relacjach; i wreszcie cnoty moralne, które przenikają etykietę i nadają jej najwyższy sens” – napisał w 1934 roku wielebny ojciec Antonin-Dalmace Sertillanges. Dodał , że „czysto formalistyczna” uprzejmość okazała się nieciekawa: „Prawdziwa uprzejmość to coś zupełnie innego; opiera się na moralności, a w cywilizacji takiej jak nasza, która wywodzi się z Ewangelii, opiera się na moralności chrześcijańskiej”. To precyzyjnie nakreśliło głęboki cel wychowania: przekazywanie i zaszczepianie miłości do tego, co jest przekazywane. Ojciec Sertillanges kontynuował, dążąc do ponownego zjednoczenia nieba i ziemi: „Prawdziwy święty musi być uprzejmy, ponieważ jest cnotliwy i mądry; ponieważ ma poczucie innych i szacunek do samego siebie. To, co nadprzyrodzone, wszczepiając się w naturę, chce, by było doskonałe. To samo je doskonali”. Cała ta moralność, nauka rozeznania i woli, ustanowiła nieskończony ideał dla młodych ludzi, definiując drogę, którą należy podążać. Przewodniczył tu autorytet Wiersz Rudyarda Kiplinga oferował liryczną wersję tego. Nauka, która nie deklarowała się jako taka, która wykorzystywała emocje jako środek, a nie cel, aby dotrzeć do duszy i wzmocnić ją każdego dnia życia – jedynej prawdziwej stawki. Nasz świat tak bardzo się zmienił. Ale czy Bernanos przewidział, że ta nowoczesna cywilizacja, tak trafnie zdefiniowana, nie będzie miała już wiele wspólnego z cywilizacją? Gdy wyrzekła się przekazu i zaczęła zabijać życie wewnętrzne w powijakach. Ta cywilizacja kwestionowała samą siebie, wątpiła: co jeszcze chciała powiedzieć po dwóch wojnach światowych? Gdyby wartości moralne nie chroniły nas przed zachowaniem jak zwierzęta, kto by nas chronił? Powinniśmy byli pomyśleć inaczej, uświadomić sobie, że wojna istniała od zawsze, że zrodziła się z ludzi, którym brakowało lub które wypaczyły wartości moralne, i wreszcie, że to nasze wartości moralne pozwoliły nam przetrwać to piekło. Więc nasza edukacja, nasza kultura, nasze wartości moralne nie uchroniły nas przed trudami i hańbą? Bo nawet wtedy marzyliśmy o świecie bez trudów i hańby! Pod koniec XX wieku francuski pieśniarz zawołał: „Dla przyjemności!”, chcąc porwać tłum! Przyjemność zajęła centralne miejsce i pod anielską powłoką wymazała wszystko, co istniało. Tak rozpoczęło się panowanie relatywizmu. Wszystko było warte wszystkiego, ponieważ to, co zawsze uważano za absolutne dobro, zawodziło. Dobro i zło splatały się w szaleńczym tańcu. Cnoty moralne podnosiły duszę, podczas gdy przyjemność tłumiła wartości, zniechęcała do nich, zacierała granice i ostatecznie uniemożliwiała wzrost. Zapominanie o celu rzeczy gloryfikuje źródło utraty sensu. Bez dobra i zła istnieje to rozkoszne uczucie, że nie ma już zakazów, że wszystko jest dozwolone, że jesteśmy jak bogowie, wolni. To uczucie wolności, które nie jest wolnością, ale które odurza, które odurza… To uczucie wolności, które jest w rzeczywistości tylko władzą, pozostałością po władzy. Król przyjemności narzucał swoje prawo, swoją sprawiedliwość, swoją mimikrę… Stopniowo przekształcał każdą osobę w każdego, bez niczyjej uwagi. Pod pretekstem pozwolenia każdemu żyć własnym życiem, zmusił nas do stania się niezróżnicowaną masą. Pod pretekstem wyeliminowania starych pułapek, które tłumiły nasz rozwój, stworzyliśmy olśniewające i bezużyteczne nowości. Całkowite odwrócenie wartości. Cywilizacja pozwoliła nam spełnić się poprzez przestrzeganie wspólnych zasad i wspólnej kultury; Nowa cywilizacja zapoczątkowała nowy sposób życia, w którym dobro i zło nie były już definiowane a priori i nie wyrażały prawdy działania. Georges Bernanos nie dostrzegał tego cywilizacyjnego zawrotu głowy majaczącego na horyzoncie, ale, jak to często bywało, jego wyjątkowa intuicja nakazywała mu potępić utratę życia wewnętrznego, które go atakowało i obrażało, co mogło okazać się fatalne w skutkach. Ponieważ zniknięcie cząstki człowieczeństwa źle wróży. Katolik widzi świat z jednej perspektywy. Poprzez swoją intymną relację z Jezusem Chrystusem dostrzega ambicje Boga wobec niego. Ta wyjątkowa więź daje mu legitymację do uchwycenia świata i wzięcia go w posiadanie. Moc, którą obdarza prawda, ucieleśnia się w tym, kto ją sobie rości.

https://unsplash.com/fr/@callumskelton

Wykształcenie, dobre maniery, elegancja (nie mająca nic wspólnego z kosztami ubioru) i dbałość o otoczenie stanowiły cechy, które można było odnaleźć u Francuza jeszcze niedawno, najwyżej za kilka dekad. Jak powiedział ojciec Sertillanges, chodziło o „wykształcenie” mężczyzn zdolnych do ucieleśniania chrześcijańskich wartości moralnych. Wartości te, czyli cnoty moralne, przetrwały długo po wielkich ruchach antykatolickich, które ogarnęły kraj. Nawet bez Boga, te cnoty moralne wyrosły na katolickiej glebie i nie mogły być od niej oddzielone. Lecz niczym kurczak bez głowy, biegały teraz bez celu i we wszystkich kierunkach. Do tej pory to, co zbłądziło, było rozwiązywane poprzez tradycję i empiryzm; uznano, że tylko nowość przynosi poprawę. Postęp, ten wielki mit współczesności, znalazł tu nieoczekiwane i niezbywalne źródło paliwa. Nieustanną i niestrudzoną nowość, napędzaną reklamą, dla mas jednostek, które pragną tego samego lub jednej z jego odmian. Wielki postęp, o którym marzyli zarówno socjaliści, jak i kapitaliści, odnalazł alfę i omegę swojego projektu w najbardziej absurdalnym konsumpcjonizmie! Tracąc wartości moralne, traciło się duszę, bo nie była już pielęgnowana, unikano jej, a nawet przestano o niej mówić; usychała i nie dawała już znaku życia. A ponieważ wszyscy postępowali tak samo, zakorzenił się nawyk myślenia, że ​​dobrze jest tak postępować. Indywidualizm prowadził do nieokiełznanej mimikry. Wartości moralne zmuszały wszystkich do zrozumienia, docenienia i dostosowania się do siebie nawzajem; nadepnęliśmy na odciski starszym, co zmusiło nas do pokory. I w tym dziedzictwie każdy odnalazł swoje miejsce, wyróżniając się, co wynikało z poczucia zakorzenienia. Teraz myślimy, że „wymyślamy” nasze życie. Wszystko kręci się wokół nowości, a przynajmniej tego, co tak nazywamy, wiedząc, że na ziemi niewiele jest prawdziwie nowych idei, a raczej nowe nośniki starych. Dusza wciąż jest ignorowana, podobnie jak osobliwość, która stanowi jej pas transmisyjny. Sieci społecznościowe narzucają zasady bardziej restrykcyjne niż stare cnoty moralne, a wszyscy spieszą się, by je przyjąć, bo są nowe, a ich ciągłe odnawianie czyni je coraz bardziej atrakcyjnymi. Indywidualizm szerzy kody i postawy, które nie opierają się na żadnej prawdzie, lecz rozprzestrzeniają się z prędkością światła i znajdują swoją prawdę w liczbie wyznawców, i po raz kolejny nie podążamy za nimi dla ich prawdy, ale po to, by należeć do wspólnoty. Takie zachowanie staje się powszechne; pokolenie Z nie toleruje najmniejszej krytyki, poprawia się tylko wtedy, gdy chce, denerwuje się drobiazgami i uczyniło z prokrastynacji sztukę. Zatem narzekanie jest konieczne, by czuć się docenionym. Narcyzm rzuca nową zasłonę na rzeczywistość. Ofiara zastępuje bohatera, produkt patriarchatu. Coraz bardziej zabrania się zabraniania. Wielu świętych uznano by dziś za oprawców, ponieważ zmuszali ludzi do pójścia tam, gdzie sami nie chcieli pójść. Tyle o świętych! Bertrand Vergely, filozof ortodoksyjny, definiuje tę traumę: „To pokolenie musi polegać na podstawach, ale te podstawy nie są respektowane. Fundamenty, na których się opierają, są niejasne, a to rodzi strach”

Nietrudno zrozumieć, że mimikra niszczy wolność, zastępując wolną wolę kaprysami wpływowych osób, których niezależność pozostaje nieodkryta. Bez wolności wkrótce nie będzie miłości. Ona już zanika. Wciąż słychać ją na ustach mężczyzn i kobiet, ale już nie wibruje, nie lśni, spłaszcza się, kurczy… Jak wiele słów używanych przez tę współczesną cywilizację, skończy nawet na znaczeniu przeciwnym do tego, co ludzie nadawali jej przez wieki. Kontrola emocji stanie się kluczem do wszelkiej polityki, zastępując dobro wspólne. Współczesna cywilizacja będzie postępować tak, jak od dawna wiedziała: będzie popychać ludzi do wyrażania swoich emocji, do ujawniania się, aby ich ograniczać i niszczyć. Emocje będą kontrolowane poprzez definiowanie tego, co jest godne pożądania. Pragnienia konsumpcjonizmu są już kontrolowane poprzez tworzenie bezużytecznych lub daremnych przedmiotów. Wykorzenieni połkną wszystko, co im się zaoferuje, ponieważ żadna tradycyjna kultura nie będzie już kwestionować ich gustów. To społeczeństwo, które nieustannie mówi o różnorodności, patrzy bez reakcji, jak znika prawie połowa języków mówionych na świecie, i słyszy, jak francuski, którym mówi się dziś na szkolnych podwórkach, a nawet uniwersytetach, brzmi bardziej jak bełkot niż język ojczysty. Nie dba o to; używa słów jako narzędzi reklamowych, jednego słowa za drugie, jednego słowa za każde inne. Słowa, jak wszystko inne, muszą stawać się coraz nowsze. Nic nie jest ustalone. Wszystko jest płynne. Nie ma już czasu na przyzwyczajanie się do rzeczy, a tym bardziej na zapuszczanie korzeni, ponieważ królują szybkość i nowość. Ojciec Réginald Garrigou-Lagrange, którego niektórzy uważają za jednego z największych teologów XX wieku, postrzegał cnoty moralne jako stałe i nawykowe dyspozycje, które kierują ludzi ku dobru w ich codziennych działaniach. Rozwijają one ludzkie zdolności, umożliwiając im działanie zgodnie z rozumem oświeconym wiarą. Te cnoty – roztropność, sprawiedliwość, męstwo i umiarkowanie – poprzez praktykowanie, dyscyplinę, którą narzucają, i radość, jaką w zamian oferują, zaspokajały duszę, która się umacniała, i zapewniały przewodnictwo w życiowych próbach. Dla dominikanina cnoty moralne mogły być postrzegane jedynie jako wspierane przez cnoty teologiczne. Boża pomoc w przeciwnościach i wdzięczność, jaką Mu okazujemy w euforii chwil radości, opierają się na tych cnotach moralnych, które same w sobie opierają się na cnotach teologicznych.

https://www.instagram.com/gustartsan#

Prawdziwa śmierć duszy następuje, gdy żyjemy na powierzchni samych siebie. Głupiec lub biedak obciążony wartościami moralnymi nie jest ani głupcem, ani biedakiem 5 </sup> Opat Hamon, proboszcz parafii Saint-Sulpice w XIX wieku, opisał dwa rodzaje burz moralnych: „Te burze czasami przychodzą z zewnątrz, czasami z wewnątrz. Burze z zewnątrz: są to sprawy, które nas zajmują, niepowodzenia, które nas przytłaczają, złe przykłady, które nami wstrząsają, sprzeczności języków, konflikty woli i charakterów oraz trudności wszelkiego rodzaju. Burze od wewnątrz: są to namiętności, pycha, pożądanie i chciwość, które niszczą dusze, nawet nie zdając sobie z tego sprawy; zmysły, które się buntują, pragnienia, które nas dręczą, wyobraźnia, która szaleje, umysł, który rozprasza się w bezużytecznych myślach, chimerycznych lękach lub próżnych nadziejach”. Nauka zagłębiania się w najgłębsze pragnienia wymaga nieustannej praktyki, która nieuchronnie prowadzi do błędów, ale zdobyte doświadczenie pocieszy po porażce i pozwoli się zregenerować. W świecie wibrującym w rytmie nałogów, które nieustannie tworzy, świecie, który używa cnót, by je odwrócić, który zmienia znaczenie słów, pozbawiając je ich treści, ważne jest, aby pozostać „przebudzonym” (nie mylić z dewiacją „przebudzonego” – kolejnym dowodem na to, co Chesterton nazywał szaleństwem cnót chrześcijańskich). Trzymamy drzwi do naszej duszy, które otwieramy lub zamykamy zgodnie z naszą wolną wolą. „Co rodzi w nas tę chciwość i tę bezsilność, jeśli nie to, że istniało kiedyś w ludzkości prawdziwe szczęście, po którym pozostał jedynie pusty ślad i ślad, a które na próżno próbujemy wypełnić wszystkim wokół, szukając w nieobecnych rzeczach pomocy, której nie możemy uzyskać od obecnych, ale które nie są w stanie jej udzielić, ponieważ tę nieskończoną otchłań może wypełnić jedynie nieskończony i niezmienny obiekt, to znaczy sam Bóg . Ta nieskończona przestrzeń jest w nas i musimy się w nią zapuścić. Jakiż pożytek z obserwowania wszechświata, jeśli nigdy nie delektujemy się naszym wewnętrznym życiem? Tam leży miejsce, w którym naprawdę znamy siebie . Nikt nie może o nim zapomnieć, gdy już tam był. Naszym obowiązkiem jest ujawnić tę nieskończoność, aby mogła wykiełkować w każdym. Nie wolno nam już szukać na zewnątrz tego, co w nas. Jeśli mamy żyć, musimy żyć jako buntownicy, ponieważ musimy zawsze trzymać ten świat na dystans, świat, który sprzeciwia się naszemu wewnętrznemu życiu swoim zamiłowaniem do hałasu i wulgarności. Aby zapobiec spełnieniu się lęku Bernanosa, konieczne jest ponowne odkrycie cnót moralnych. Abyśmy nie ograniczali się już tylko do powierzchownego spojrzenia na nasze życie.

  1. Podczas tej transmisji na antenie France Inter człowiek ogarnia konsternacja: czy zaproszeni tu intelektualiści są aż tak oderwani od rzeczywistości, czy też są jedynie ideologami? Żal tych ludzi, którzy nigdy w życiu nie spotkali uczciwego człowieka. Jakże ubogie i wulgarne jest ich życie! https://youtu.be/6WJbxEOYqQE
  2. Prawdziwa etykieta. Flagowy podręcznik Belle Époque: perspektywy z ubiegłego wieku na temat uprzejmości i dobrych manier autorstwa Braci Szkół Chrześcijańskich. Wydawnictwo L'Honnête Homme.
  3. Zobacz te artykuły na temat autorytetu: Dlaczego ta nienawiść do autorytetu? i O autorytecie
  4. Wiersz Jeśli.
  5. Wielki Baudelaire doskonale to rozumiał w swoim wzniosłym wierszu „ Upij się ”. Serge Reggiani przedstawi piękną interpretację , ale jako dziecko okresu międzywojennego, człowiek czuje już, że sama cnota go rozczarowała i nie rozumie, dlaczego poeta jest do niej tak przywiązany. Powinien był zadać sobie pytanie: skoro człowiek taki jak Charles Baudelaire twierdzi, że cnota dorównuje jego zwykłym narkotykom – winu i poezji – musiał również praktykować cnotę szeroko i dostrzegać w niej ogrom co najmniej porównywalny z jego ulubionymi narkotykami .
  6. Blaise Pascal. Fragment suwerenny Dobry nr 2/2
  7. Święty Augustyn (354-430). O przyjściu Chrystusa, Kazanie 19. „Bracia, słyszę dziś kogoś, kto szemrze przeciwko Bogu: «Panie, jak ciężkie są te czasy; jakże trudny czas do przeżycia!»… Człowieku, który się nie poprawiasz, czyż nie jesteś tysiąc razy bardziej surowy niż czasy, w których żyjemy? Wy, którzy wzdychacie za luksusem, za tym, co jest jedynie próżnością, wy, których chciwość jest zawsze nienasycona, wy, którzy chcecie nadużyć tego, czego pragniecie, nic nie osiągniecie… Uleczmy się, bracia! Poprawmy się! Pan nadchodzi. Ponieważ jeszcze się nie objawił, jest wyśmiewany; lecz wkrótce nadejdzie i wtedy nie będzie już czasu, by z Niego szydzić. Bracia, poprawmy się! Nadchodzą lepsze czasy, ale nie dla tych, którzy żyją źle. Świat już się starzeje, zmierza ku starości; A my, czyż znów staniemy się młodzi? Czego więc mamy się spodziewać? Bracia, nie spodziewajmy się innych czasów niż te, o których mówi Ewangelia. Nie są one złe, bo nadchodzi Chrystus! Jeśli wydają się surowe, trudne do zniesienia, Chrystus przychodzi nas pocieszyć… Bracia, czasy muszą być surowe. Dlaczego? Abyśmy nie szukali szczęścia na tym świecie. To jest nasze lekarstwo: to życie musi być burzliwe, abyśmy mogli kurczowo trzymać się przyszłego. Jak? Posłuchajcie… Bóg widzi ludzi nędznie zmagających się pod jarzmem pragnień i trosk tego świata, które zabijają ich dusze; wtedy Pan przychodzi do nich jak lekarz, który przynosi lekarstwo

Dowiedz się więcej o Against the Robots

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.



Dodaj komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się więcej o tym, jak przetwarzane są dane z Twoich komentarzy .

Dowiedz się więcej o Against the Robots

Zapisz się, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do całego archiwum.

Czytaj dalej