Przeciwko robotom

Dziennik podróży Emmanuela Di Rossettiego


Świat świecki i współczesny

Jest piękne włoskie słowo „vergogna”, jest też francuskie słowo pozbawione w czasach współczesnych swojego znaczenia „wstyd”.

Kto nie znalazł się w środku kolacji z bliskimi przyjaciółmi, pragnąc uciec od głupoty, niespójności, drobnomieszczańskich uwag, wulgarności? Potrzeba świeżego powietrza staje się przytłaczająca, gdy nasze płuca nie są już w stanie wchłonąć tej odrobiny powietrza wokół nas. Często ci, których kochamy, którzy tylko powtarzają to, co przeczytali w gazetach czy na blogach, nas irytują... Internet może być prawdziwym wrogiem inteligencji.

Zazwyczaj podczas takich kolacji atmosfera staje się gorąca, gdy zaczyna się rozmawiać o religii.

Świecki, współczesny świat ustanowił monstrualne, wielowymiarowe, żarzące się prawo: religia musi być ograniczona do „sfery prywatnej”. To ostatnie sformułowanie medialne ująłem w cudzysłów z powodów, które wkrótce staną się jasne; jak to często bywa z wypowiedziami medialnymi, nic ono nie znaczy. Nie jestem przeciwny idei pewnej swobody w praktykowaniu religii, ale jestem przeciwny ukrywaniu faktu, że jestem chrześcijaninem. Zwłaszcza w takim kraju jak nasz! Ale czy to nie jest problem i nigdzie indziej? Czy ten kraj jest nieustannie trawiony nienawiścią do samego siebie?

Ponieważ religia jest prywatna, nie jest znana, nie wolno jej znać, ujawniać, ani nawet o niej mówić. Nie wolno jej wyznawać ! Świat świecki dba o to, by to, kim jesteśmy, co nas charakteryzuje, co nas wyróżnia, nigdy nie zostało powiedziane. Świat świecki jest egalitarny; spłaszcza lub skreśla wszystko, co się wyróżnia. W „świecie świeckim” słyszy się „republikę”… Tak, ale to rodzaj miniaturowej republiki, która charakteryzuje nasze społeczeństwa w agonii. Nie ma nic wspólnego z tą drugą, rzymską. Nasza pochodzi z Oświecenia, co mówi wszystko… Niestety, mówi wszystko. I dlatego symbole religijne muszą zniknąć i zaniknąć, aby nie urazić świeckości innych, większości tutaj. Ponieważ istnieje trend bycia świeckim. Człowiek jest świecki, tak jak jest opalony. A staje się świecki po zbyt długim wystawieniu na światło współczesności, na medialny dyskurs. Nikt tak naprawdę nie wie, co to znaczy być świeckim. Ale każdy jest. Bycie świeckim jest trochę jak posiadanie czystego sumienia. Kiedy raz zadeklarowałeś się świeckim, powiedziałeś prawie wszystko. Kiedy raz zadeklarowałeś się świeckim, nie masz już nic do powiedzenia, a przede wszystkim druga osoba może jedynie przystać, skulić się w sobie, przyznając, że również jest świecki, poddając się temu żelaznemu prawu. W rzeczywistości druga osoba może jedynie przystać. Samo jej istnienie, jej język, całe jej istnienie staje się aktem przyzwolenia.

Zatytułowałem ten artykuł „Świecki i nowoczesny świat”, ale równie dobrze mógłbym go nazwać „Świecki świat jest nowoczesny”. Świeckość stała się mottem, mantrą. Jak wszystkie skrajnie wulgarne epoki, nasza żyje mantrami wyuczonymi na poczekaniu, wpajanymi od najmłodszych lat, a przede wszystkim – ale to warunek konieczny – wyczerpanymi, pozbawionymi znaczenia. Innym terminem używanym przez tych, którzy odmawiają jego przyjęcia, jest poprawność polityczna. I to prawda, na przykład poprawne politycznie jest mówienie, że jest się świeckim, choć znów zaprzeczam własnemu rozumowaniu: nie mówi się, że jest się świeckim, odwołuje się do świeckich wartości. Świeckie wartości, podobnie jak wartości Republiki, są proste; można je streścić jednym zdaniem: „Zamknij się, jeśli się nie zgadzasz!”. Ponieważ w tym cudownym, nowoczesnym świecie nie ma już żadnego „innego”, pojęcie „innego” zostało tak wysterylizowane, że już nie istnieje. Nie ma tolerancji dla czegokolwiek, co nie jest świeckie, a zatem nowoczesne, a na wyższym poziomie obejmuje całość znanego i nieznanego wszechświata, republikę. Zrozumiecie, że uważam ten artykuł za niemal bezsensowny, tę stronę internetową za niemal bezsensowną, tę drobną próbę buntu, jaką mogłoby stanowić moje życie, gdyby ktoś przyjrzał mu się uważnie, aby zrozumieć siłę napędową, która mną kieruje…

W tym tygodniu wiadomości przyniosły nam przykład kraju, który złamał prawo: Irlandię. Poza tym, że jest jednym z najpiękniejszych krajów świata, Irlandia uchwaliła prawo o bluźnierstwie. Czyż może być większy powrót do średniowiecza? Nie trzeba dodawać, że niektórzy mieli pole do popisu. Na blogach, w radiu i telewizji, wszędzie, gdzie jest platforma do wyrażania siebie (a w dzisiejszych czasach, i to jest właśnie problem, można wyrażać się wszędzie), wkroczył laicki i wykrzyknął, potępiając wszelkie zło tego małego kraju, który nigdy nie powinien, nigdy nie powinien, być częścią Europy. Tego kraju, w którym aborcja jest już niemożliwa. Tego obskuranckiego kraju, otwarcie katolickiego. Tego kraju księży pedofilów, nic więcej. I tam laicki dał z siebie wszystko, dokończył rozdzieranie na strzępy tej religii, która spowodowała tyle wojen, tyle obrzydliwości, tyle potworności, to ucieleśnienie zła na ziemi. Zwłaszcza katolicyzmu. Szczególnie na celowniku, bo umiera w naszych krajach… umiera (ach tak, może być jakiś związek). Szczególnie na celowniku, bo jest słabe, osłabione, a przynajmniej tak uważa Republika.

Kultura Europy jest świecka. Przez „świat współczesny” należy rozumieć współczesny świat Zachodu. W każdym razie, skoro świat zachodni uważa się za jedyny na świecie… jedyną kulturą Europy jest kultura świecka. Porzucenie chrześcijańskich odniesień w jej prawach jest z pewnością jednym z największych skandali wszech czasów i z pewnością pozostanie najstraszliwszą zniewagą, jaką kiedykolwiek wyrządzono historii. Przyszłe pokolenia nie przestaną się z nas naśmiewać, gdy tylko odzyskają wzrok. To wielka rewolucja Europy, rewolucja niemal łagodna, o której prawie nikt nie mówi, a tę rewolucję można opisać tylko jednym słowem: wstyd. Hańba dla bandy nieśmiałych, wulgarnych, cierpiących na amnezję i dekadenckich technokratów, którzy machnięciem ręki zmietli prawie dwadzieścia wieków historii sztuki, by wymienić tylko jeden z ich występków.

Tniemy, spłaszczamy, sekcje, golimy, wyrównujemy, wyrywamy.

Pojawi się problem, który stanie się aż nazbyt oczywisty: ponieważ religia ma pozostać sprawą prywatną, nie znają jej już nawet niektórzy przyjaciele – przyjaciele, których uważasz za przyjaciół, ale których rzadko widujesz, na przykład. Z połączenia tych dwóch faktów rozwija się dramat: jesz kolację z przyjaciółmi, śmiejesz się, a jednocześnie trochę się nudzisz, bo osoba zainteresowana każdym tematem jest osobą towarzyską, a ty akurat nie, i nagle rozmowa zbacza z tematu. Nigdy nie będziesz pamiętać, jak nagle ktoś zaczął rozmawiać o religii, ktoś wspomniał o księżach pedofilach albo o młodzieży z „Hitlerjugend” Ratzingera… Jak do tego doszło? Z dwóch prostych powodów: ludzie nie wiedzą, że jesteś chrześcijaninem, a wszystkie tematy stają się równie ważne. I właśnie w tym momencie otwierają się drzwi do tego, co nazywam: „Rozmową w barze”. I szczerze mówiąc, chyba że jesteś Antoine'em Blondinem, nie ma nic gorszego dla kogoś, kto choć trochę myśli. A żeby znosić takie gadanie, trzeba pamiętać, ile Blondin, a nawet, niech spoczywa w pokoju!, Pierre Chaumet, musiał pochłaniać.

Wszyscy wiedzą wszystko o wszystkim. I to właśnie jest problem naszych czasów, kiedy wszyscy są nadmiernie poinformowani, ale nie mają wszystkich elementów, a zwłaszcza najważniejszego: życia umysłu, aby zrozumieć i przeanalizować te informacje.

Zapamiętamy też powiedzenie: „Można śmiać się z byle czego, ale nie z byle kogo”.

Choć uważam, że ustanawianie przepisów o bluźnierstwie jest absurdalne, intencja stojąca za tym prawem jest zrozumiała. Pozwala nam ono chronić się przed bezsensownymi pogawędkami i bardzo silną tendencją środowisk świeckich, a w szczególności kultury świeckiej, do poniżania religii, a zwłaszcza katolicyzmu.

Tniemy, spłaszczamy, sekcje, golimy, wyrównujemy, wyrywamy.

Dialog umarł. Dialog jest definitywnie martwy i pogrzebany. Teraz jest tylko poprawność polityczna i sekciarstwo. Nie ma już żadnej akceptowalnej pozycji poza stanowiskiem obserwatora, który z cypla obserwuje, jak myśl, inteligencja i wyrafinowanie pogrążają się każdego dnia. Bernanos powiedział, że „nie zrozumie się absolutnie nic o współczesnej cywilizacji, jeśli najpierw nie przyzna się, że jest ona powszechnym spiskiem przeciwko wszelkim formom życia wewnętrznego”

Utrata poczucia wstydu oznacza koniec cywilizacji. Pojęcie cywilizacji opiera się na pewnym wyrafinowaniu umysłu, który rozpada się bez poczucia wstydu.


Dowiedz się więcej o Against the Robots

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.



Dodaj komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się więcej o tym, jak przetwarzane są dane z Twoich komentarzy .

Dowiedz się więcej o Against the Robots

Zapisz się, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do całego archiwum.

Czytaj dalej